Translate

środa, 28 grudnia 2016

Czy życie w kłamstwie jest zdrowe ?



Prof. Stanisław K. Wiąckowski pisze:


 „Czy życie w kłamstwie jest zdrowe?

W piśmiennictwie ludzi odpowiadających za nasze zdrowie roi się od kłamliwych zaleceń, które mają na nie bardzo negatywny wpływ.

1. Tłuszcz jest szkodliwy dla zdrowia, a naszą żywnością powinny być węglowodany, a nie tłuszcze. Nie możemy spożywać nieograniczonych ilości węglowodanów przy drastycznym ograniczaniu tłuszczów. Dieta obfitująca w węglowodany powoduje nadwagę, cukrzycę i zawały serca (Treutwein, 2008). Hipotezę, że tłuszcz w pożywieniu podnosi poziom cholesterolu, który wywołuje chorobę wieńcową sformułował i wylansował Ancel Keys. Kiedy zaczynał popularyzować swoją koncepcję, Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne (AHA) i całe środowisko kardiologów w USA nie akceptowało jego poglądów. Jednak Keys, skutecznie nakłonił AHA do zmiany stanowiska. Udało mu się to osiągnąć dzięki temu, że jego badania wsparły olbrzymie dotacje – 200 tys. dolarów rocznie, za pośrednictwem Public Health Service. (Taubes, 2008). Ancel zorganizował w ramach AHA komisję, której został członkiem. Komisja ta przedstawiła czterostronicowy raport mówiący, że istnieją wystarczające dowody, aby uznać zasadność teorii Keysa i na jej podstawie nakłaniać Amerykanów do przejścia na niskotłuszczowy model odżywiania. Bardzo szybko poglądy Keysa zaczęły rozprzestrzeniać się za pośrednictwem prasy i bez znaczenia był fakt, że w eksperymentach naukowych nie udawało się ich potwierdzić. Sama teoria stała się przedmiotem codziennych rozmów i wielu ludzi w nią uwierzyło. Z czasem teoria ta stała się wiedzą publiczną, mimo że brakowało na jej poparcie dowodów naukowych. Swoją hipotezę Keys oparł na dwóch badaniach: Six Countries Analysis i Seven Countries Study. Obserwując wybrane populacje, wykazał pozytywną korelację pomiędzy spożyciem tłuszczu w diecie, a śmiertelnością w wyniku choroby wieńcowej. Keys w swoich badaniach miał do dyspozycji dane z 22 krajów, ale wybrał z nich tylko 7: USA, Jugosławia, Holandia, Anglia, Włochy, Grecja, Japonia, które najbardziej pasowały do lansowanej hipotezy. Spożywanie tłuszczów mogłoby dla nas być niekorzystne, jeżeli nie rozróżnialibyśmy tłuszczów szkodliwych od pożytecznych.
2. Kłamstwo cholesterolowe. Przez wiele lat lekarze byli bombardowani informacjami płynącymi od koncernów farmaceutycznych i podległych im głównych opiniodawczych instytucji medycznych. Twierdziły one, że choroby serca biorą się po prostu z nadmiernej ilości cholesterolu we krwi. Jedyną terapią, jaka wchodziła w grę, było wypisywanie medykamentów w celu obniżenia poziomu cholesterolu i dieta, polegająca na ograniczeniu przyjmowania tłuszczów. Miała ona obniżyć poziom cholesterolu i zapobiegać chorobom serca. Odstępstwa od tych zaleceń były uważane za niebezpieczną herezję. Pomimo, że lekarze są wyjątkowo oporni do przyznawania się do błędów, tych zaleceń dłużej nie da się bronić – ani naukowo, ani będąc w zgodzie z własnym sumieniem. Odkrycie sprzed kilku lat, że stan zapalny ściany arterii jest prawdziwą przyczyną chorób serca zmusza do zmiany sposobu leczenia tych chorób i innych chronicznych dolegliwości (Hartenbach, 2010, Lundell, 2012). Dr Lundell, Szef Chirurgii Serca w Banner Hearth Hospital, który przeprowadził 5000 operacji na otwartym sercu przyznał, że obniżanie cholesterolu było wielka pomyłką. Porzucił chirurgię i zaczął leczyć choroby serca dietą.
Przemysł farmaceutyczny i medycyna oskarżają cholesterol o to, że powoduje miażdżycę tętnic, co prowadzi do zawałów i udarów, powodujących najwięcej zgonów. Jest to niebezpieczna mistyfikacja na polu medycyny w stosunku do społeczeństwa. Przygotowanie do tego trwało wiele lat. Hipercholesterolową hipotezę miażdżycy wymyślono i upowszechniono, żeby zdemonizować tłuszcze zwierzęce i wprowadzić do diety tanie oleje roślinne oraz margaryny. Nieprawdziwe dane na temat norm stężenia cholesterolu stwarzają lekarzom i farmaceutom możliwość, aby uczynić z każdej osoby dożywotniego pacjenta. Prof. dr hab. nauk med. Walter Hartenbach w swojej kilkudziesięcioletniej pracy poświęconej chorobom naczyń na tle nieprawidłowego odżywiania, pisze, że nie udało mu się stwierdzić zależności miedzy stężeniem cholesterolu we krwi, a rozwojem miażdżycy. Można z tego wyciągnąć następujące wnioski:
1. Cholesterol nie ma żadnego wpływu na rozwój miażdżycy czy zawał serca. W zmianach stanu naczyń można doszukać się najwyżej jednego procenta cholesterolu.
2. Wysoki poziom cholesterolu we krwi wiąże się dłuższym życiem oraz znacznie rzadszym występowaniem chorób nowotworowych.
3. Obniżanie poziomu cholesterolowe krwi wiąże się z częstymi zgonami oraz nasila występowanie chorób nowotworowych. Zawartość cholesterolu reguluje wątroba, która w zależności od potrzeb zwiększa lub zmniejsza jego produkcję. Poziomu cholesterolu we krwi nie da się na dłuższą metę obniżyć, ani przy pomocy odpowiedniej diety, ani leków, gdyż zawsze wraca on do swojej pozycji wyjściowej. Koncerny farmaceutyczne w swoim interesie, a nie w interesie chorych pacjentów, obniżają zawartości cholesterolu aż do 200 mg/dl, a nawet próbują jeszcze niżej, tymczasem na całym świecie przyjmuje się, że średnia wartość stężenia cholesterolu dla osoby dorosłej wynosi 250 mg/dl. Poziom ten waha się w zależności od obciążenia organizmu, a u 20% ludności wynosi on od 300 mg/dl do 350 mg/dl, co oznacza wzmożoną witalność organizmu.
Cholesterol jest konieczny do wytwarzania hormonów sterydowych, a w tym najważniejszego z nich – kortyzolu. Obniżanie poziomu cholesterolu powoduje ograniczenie produkcji hormonów, co powoduje spadek wydolności fizycznej i psychicznej. Przyczynia się to do spadku witalności mężczyzny, aż do impotencji oraz do zaburzeń płodności kobiety, do zaburzeń w rozwoju mięśni i układzie kostnym, do zachwiania równowagi w gospodarce elektrolitowej, co w skrajnych przypadkach może doprowadzić do zgonu.
Ponad 50% ludzi z zawałami serca nie miało wysokiego poziomu cholesterolu. Największym zagrożeniem są bogate w wapń płytki, które mogą zablokować normalny przepływ krwi. Aktualne badania upewniają nas, że witamina K2 jest najważniejszym składnikiem żywnościowym, który może skutecznie zapobiec, a nawet odwrócić blokadę przepływu krwi w arteriach (Wiąckowski, 2014).
Do pospolitych leków stosowanych w celu obniżenia cholesterolu należą: Lipitor (atorwastatyna), Lipax, Simvar, Zocor (simwastatyna), Prawacol (prawastatyna), Mevacor, Altocor, (lowastatyna) , Lescol Vastin (fluwastatyna). Według literatury medycznej, jak wynika z ulotek dołączanych do leków, efekty uboczne statyn pojawiają się rzadko i to u mniej niż 2% pacjentów. W rzeczywistości u bardzo wielu ludzi pojawiają się znacznie gorsze objawy i o wiele częściej. Naukowcy podają coraz nowsze informacje, z których wynika, że statyny wcale nie są tak cudownymi lekami jak się je reklamuje.
Szczególnie podatni na efekty uboczne statyn są: ludzie starsi, kobiety, diabetycy, osoby po operacjach, chorzy na wątrobę lub nerki, przyjmujący niektóre leki jak erytromycyna, fibraty, trakonazol i leki immunosupresyjne. Należą do nich między innymi: podniesiony poziom enzymów wątrobowych (Cabot, Jasińska, 2010). Statyny mogą wywoływać stany zapalne i uszkadzać wątrobę, podnosząc w konsekwencji poziom enzymów wątrobowych w krwiobiegu. Jeszcze większa szansa na podniesienie tych enzymów powstaje, jeśli równocześnie ze statynami zażywa się jakiś inny lek obniżający poziom cholesterolu lub nawet witaminę B3. Wiele osób, którym przepisuje się statyny ma chorobę stłuszczeniową wątroby i często podwyższony poziom enzymów wątrobowych. U takich osób rozwija się stan zapalny, a statyny mogą go tylko pogorszyć.
Bóle i osłabienie mięśni
Statyny mogą wywoływać stan zwany miopatią ? bóle mięśni i ich zwiększoną wrażliwość. Przemysł farmaceutyczny mówi, że takie bóle odczuwa jedynie 2,3% osób, a dr B. Golomb z Universytetu w San Diego, że 98%. Osoby, które regularnie ćwiczą, częściej mają takie bóle, ponieważ statyny ograniczają produkcję koenzymu Q10 potrzebnego do kurczenia się mięśni. Statyny mogą powodować powstawanie groźniejszej postaci miopati zwanej rabdomiolizą. Komórki mięśni zaczynają się wtedy rozpadać i uwalniają do krwiobiegu białko zwane mioglobiną, które może zakłócać funkcjonowanie nerek, a nawet doprowadzić do ich niewydolności. W skrajnych przypadkach może to doprowadzić do śmierci. Niektóre leki pobierane równocześnie ze statytnami mogą zwiększać ryzyko rabdomilozy. Np. fibraty (inne leki obniżające poziom cholesterolu), erytromycyna, leki przeciwgrzybiczne, duże dawki niacyny, cyklosporyny (leki zapobiegające odrzucaniu przeszczepów).
Neuropatia
Statyny mogą uszkadzać nerwy, wywołując objawy takie jak: mrowienie, ból, odrętwienie, osłabienie, np. w rękach czy nogach, a nawet trudności z chodzeniem. Naukowcy z Danii przebadali pół miliona ludzi i odkryli, że zażywanie statyn przez rok zwiększało ryzyko uszkodzenia nerwów u 15% ludzi, a u takich którzy przyjmowali statyny przez dwa lata lub dłużej, ryzyko uszkodzenia nerwów było o 26% większe (Gaist, 2002).
Rak
W każdym doświadczeniu na gryzoniach statyny wywoływały raka. Według czasopisma Journal of the American Medical Association wszystkie fibraty i statyny wywołują raka u gryzoni, a w niektórych przypadkach ich wpływ na zwierzęta jest podobny do wpływu na ludzi (Jama 1996, 275(1): 55-65). Badania przeprowadzone na ludziach nie przynoszą tak dramatycznych wyników, ponieważ rak rozwija się w czasie wielu lat. Z cytowanej powyżej analizy pochodzi również następująca konkluzja: „wyniki doświadczeń prowadzonych na zwierzętach i ludziach sugerują, że pacjentom narażonym na wieńcową chorobę serca nie wolno podawać leków obniżających poziom lipidów, zwłaszcza fibratów i statyn (JAMA 1996,Jan 3 :275(1): 55-60). Badania przeprowadzone na ludziach (CARE), dowodzą, że wskaźniki występowania raka piersi wzrosły o 1500% u pacjentów przyjmujących statyny.
Niewydolność serca
Statyny pozbawiają organizm koenzymu Q10, którego serce bardzo potrzebuje do produkcji energii. Bez tej substancji mitochondria w komórkach serca nie mogą wytwarzać dostatecznej ilości energii, co prowadzi do osłabienia mięśnia. Tak więc, im większa dawka statyn i im dłużej się je bierze, tym bardziej wzrasta prawdopodobieństwo niewydolności serca (Cabot, Jaśińska, 2010).
Osłabienie pamięci i koncentracji
Badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Pitsburgu wykazały, że pacjenci, którzy przez 6 miesięcy przyjmowali statyny o wiele gorzej radzili sobie z rozwiązywaniem skomplikowanych zadań pamięciowych i wykazywali gorsze zdolności psychomotoryczne niż pacjenci, którym podawano placebo.
Depresja
Receptory serotoniny w mózgu potrzebują cholesterolu do pracy, tak więc jego obniżanie może prowadzić do depresji.
Zrujnowane życie seksualne
Cholesterol stanowi podstawowy budulec kilku hormonów, wliczając w to również hormomy płciowe. Zażywanie leków obniżających poziom cholesterolu może doprowadzić do obniżenia poziomu testosteronu u mężczyzn, zmniejszając libido, pociąg fizyczny, wydajność seksualną u mężczyzn, prowadząc do zaburzeń erekcji (Smals i wsp.,1991, Kash at all). Może wpływać ujemnie na płodność kobiet.
Cholesterol ma wpływ na budowę białkową mięśni, a poprzez sterydy anaboliczne, na zasoby białka i wapnia, a przez to zapobiegać osteoporozie, a także mieć wpływ na regulacje snu (Hartenbach, 2010).
Katarakta
Badania opublikowane w Archives of Internal Medicine wykazały, że 10-dniowa kuracja erytromycyną przy regularnym zażywaniu statyn zwiększa ryzyko katarakty.
Kłamstwo cholesterolowe na świecie demaskuje coraz więcej badaczy i publicystów (Apfelbaum, 1994, Borger, Berger, 1995, Kaltenbach, 1995, Shrabanek, 1994, Hartenbach, 2002, 2010 Lundell, 2012). Przemysł farmaceutyczny nadal alarmuje, że poziom cholesterolu należy obniżać za wszelką cenę, żeby ratować życie osób zagrożonych. Prawdziwym motywem jest jednak fakt, że – jak mówią obrońcy cholesterolu – obniżanie jego poziomu we krwi wprawdzie zagraża zdrowiu i życiu pacjentów, ale przynosi olbrzymie zyski, głównie firmom farmaceutycznym, lekarzom oraz producentom margaryn. W samych tylko Stanach Zjednoczonych ocenia się zyski firm farmaceutycznych pochodzące ze sprzedaży preparatów obniżających cholesterol na około 40 miliardów dolarów rocznie (Hartenbach, 2010).
3. Próba eliminacji cholesterolu z pożywienia. Jeśli nasze pożywienie będzie zawierało za mało cholesterolu, to organizm zacznie produkować ten związek, ponieważ jest on niezbędny do zaopatrywania hormonów, krzepnięcia krwi, hydrolizy tłuszczu, do funkcjonowania wszystkich komórek ustroju, do budowy kości i stawów oraz do pozytywnego życia seksualnego (Treutwein, 2008)
4. Dieta niskotłuszczowa chroni przed chorobami. Radykalne diety niskotłuszczowe nie chronią przed rakiem i są źródłem wielkich niedoborów witamin rozpuszczalnych w tłuszczach.
5. Tłuszcz tuczy, a nie syci. Jest wręcz odwrotnie. Tłuszcz syci, a nie tuczy!
6. Powinniśmy spożywać jak największą ilość kwasów wielonienasyconych. Może to mieć katastrofalne skutki. Nadmiar kwasów tłuszczowych omega 6 wpływa negatywnie na zdrowie.
Prof. Stanisław K. Wiąckowski
—————-
Piśmiennictwo: 1. Apfelbaum M., 1994, Wer keine angeborene Cholesterinkrankheit hat, solte sich nich im seinem Cholesterinspiegel kummern. Jatros Kardiologie 3, Supplement, s: 10-12 2. Boger D., Berger M., 1995, Cholesterin Risiko fur Pravention und Gesundpoli-tik. Blackwell Wissenschaftverlag Berlin , Wien 3. Cabot S., Jasińska M., 2007b, Cała prawda o cholesterolu Mada s: 186.Cabot S., Jasińska 2010, Cukrzyca typu II Mada s: 188 4. Gaist D.,at all 2002., Neurology May 14; 58(9): 13 5. Hartenbach W., 2010, Mity o cholesterolu Wydawnictwo ABA str: 99 6. Kash R., R., Hampson J P., Harvey J N.,Do lipid lowerin drug cause erectile dysfunction? A systematic rewiew, Family Practice Vol 19.No 1s: 95 98 7. Kaltenbach M., 1995, Ist erhohter Cholesterin die Ursache der Arterinsklerose ?Versicherungsmedizine und Diatetig 97 Jahrgang, Heft 4, 1 August s:4, s:112 115 8. Lundell D., 2012 Prawdziwe przyczyny chorób serca. wwww.thetruthseeker.co.uk 9. Rath M., 2010, Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca tylko my ludzie, Dr Rath Education Service B.V.s: 352 10. Shrabanek P., 1994, Eine cholesterinsenkung has kein Wirkung auf die Gesamtsterblichtkeit Jatron Kardiologie 3, Supplement 11. Smals A G., att all,1991, the HMG Co10 reductase inhibitor simvastin suppreses human testicular testosterone synthesis in vitro by a selective inhibitory effect on 17 ketosteroid oxidoreductase enzyme activity. J. Steroid Biochem. Mol. Biol. 38 : 4658 12. Taubes G., 2008, Good calories, Bad calories Fats, Carbs, and the controver-sial science of diet and health Anchor Books s: 607 13. Treutwein R., 2008, Kłamstwa o tłuszczu. Dlaczego nie chudniemy stosując diety? KDC Klub Dla Ciebie str: 208 14. Wiąckowski S.K., 2012, Co nam szkodzi – tłuszcze czy węglowodany? Nexus Nr 3(83) s: 38-41 15. Wiąckowski S., 2014, O zdrowotnych walorach mleka i produktów mlecznych z punktu widzenia konsumenta. Przegląd Mleczarski 5 str.: 18-23″

wtorek, 27 grudnia 2016

Choroba Hashimoto


Dobra wiadomość:

„… dostałam dobrą wiadomość o leczeniu choroby Hashimoto  samą Dietą Optymalną. Otóż moja znajoma opowiedziała o mnie (jak to ja wyleczyłam się z „nieuleczalnej” choroby Hashimoto) swojemu szwagrowi, który ma trzydzieści parę lat i też zachorował na tę chorobę. Lekarze jemu, podobnie jak wcześniej mi, powiedzieli, że Hashimoto jest niewyleczalna i do końca życia będzie musiał brać leki. Jego żona spytała się lekarza, czy on może przejść na DO dr Kwaśniewskiego, bo ktoś tam tą dietą się ponoć z tej choroby wyleczył. Lekarz na to powiedział, że samą dietą czy też nawet akupunkturą tej choroby się nie wyleczy. Po takiej złośliwej odpowiedzi lekarza postanowili spróbować DO. Po czterech tygodniach od rozpoczęcia tej diety ten pan zrobił sobie badanie USG tarczycy i badanie hormonów z krwi. Wczoraj miał wyniki – podali mi je mailowo, bo tak ze sobą piszemy. (Oni mieszkają w Niemczech). Oto cytat z maila (mam prawa autorskie ) „właśnie popłakałam sie z radości:-)))
Wyniki są cudowne  !!! TSH spadło z 14,2 na 8,8 a t3 i t4 idealnie:-))) PO 4 tygodniach !!!!!!!!!!!!!  Po wczorajszym doktorowym „odżywianiem i akupunktura tego się wyleczyć nie da”  jeszcze bardziej się cieszę!!!


Ja robiłam wyniki hormonów tarczycy dopiero po kilku miesiącach DO i śladu po chorobie nie było, ale obawiałam się, że w tym przypadku, po 4 tygodniach jeszcze widocznych zmian nie będzie i facet się zniechęci. Ale tempo leczenia jest błyskawiczne… może temu, że facet jest młody i długo na tą chorobę Hashimoto nie chorował… ”



środa, 2 listopada 2016

Dlaczego "optymalni" chorują......



Znalazłam archiwalny (ale aktualny), bardzo ciekawy artykuł w miesięczniku ":Optymalni" nr 136, z 2010 roku.


Warto przeczytać: dlaczego „optymalni” chorują...


Czy jestem optymalnym?

        To, że ktoś jest członkiem lub sympatykiem któregoś z Bractw Optymalnych, ma wpiętą odznakę 'Optymalni" w klapę
marynarki lub w sukienkę, a w kieszeni legitymację członkowską OSBO, nie znaczy na pewno, że jest OPTYMALNYM.

Optymalnym się jest (bywa) wtedy, gdy odżywiamy się zgodnie z zasadami żywienia optymalnego, opracowanymi przez doktora Jana Kwaśniewskiego.
 Można natomiast nim być, nawet nie wiedząc o tym, jeżeli tylko przypadkowo człowiek odżywiałby się w sposób zbliżony do zasad żywienia optymalnego ( żo).

      Żyli w przeszłości i żyją obecnie ludzie długowieczni, którzy nigdy nie słyszeli o ruchu optymalnych. 

Poprzez nawet pobieżną analizę ich przeciętnego składu żywienia, można wyciągnąć wniosek, że blisko im do naszego, optymalnego sposobu żywienia.
Przykładem takiej grupy ludności są: górale Hunzowie z Kaszmiru, Masajowie z Kenii, niektóre plemiona pasterskie z Gruzji, Abchazji, z gór Andów itd.

      Ich żywienie bogate jest w tłuszcze pochodzące z mleka: kóz, owiec, bydła.
O tym więc, czy faktycznie jesteśmy OPTYMALNYMI, decyduje praktyka naszego codziennego odżywiania, a nie deklaracje słowne. Dotyczy to wszystkich bez wyjątku, bez względu na staż w ruchu optymalnym, tj. każdego czytającego ten tekst, mnie piszącego, a także samego czcigodnego doktora Jana Kwaśniewskiego.

 Skutkiem tego sposobu żywienia jest ustępowanie dotychczasowych chorób, ogólna poprawa kondycji fizycznej, a także umysłowej.

W tym miejscu warto wspomnieć o podobieństwie żywienia optymalnego do biblijnej diety kapłańskiej, dającej w skutkach zdrową czynność umysłu.

Z założeń żywienia optymalnego wynika, że powinniśmy zjadać jak najlepsze biologicznie białka, a tych - im są lepsze - tym potrzebujemy mniej.

       Nie jest przypadkiem, że przeważająca liczba laureatów międzynarodowej Nagrody Nobla jest pochodzenia żydowskiego. Prawidłowe, praktyczne stosowanie się do zasad żywienia optymalnego powoduje w efekcie, że z każdym rokiem stajemy się coraz bardziej świadomi, niezależni i krytyczni wobec otaczającego nas środowiska. Zaczynamy lepiej dostrzegać i rozumieć mechanizmy manipulacji ludźmi przez polityków, media oraz obłudę i zakłamanie współczesnego świata konsumpcji. Zaczynamy lepiej rozumieć przyczyny prowadzące do konfliktów w skali mikro i makro świata. Stajemy się nie tylko zdrowsi, ale i lepsi, jeśli tylko nasz lepiej odżywiony mózg potrafi częściej prawidłowo odróżniać (i wybierać) dobro od zła.

Tak być powinno, tak może być, tak bywa, ale nie zawsze.

Dla czego nie zawsze? W czym tkwi problem? Dla czego często po kilkumiesięcznym, kilkuletnim „żywieniu optymalnym" czujemy się gorzej, ponownie podupadamy na zdrowiu? W poprzednim zdaniu „żywienie optymalne" celowo ująłem w cudzysłów.

      Tak naprawdę, po bliższej analizie okazuje się, że nasz model żywienia w praktyce faktycznie wcale nim nie był, albo był często obarczony licznymi błędami. Popełniamy świadomie lub nieświadomie błędy-odstępstwa od zasad żywienia optymalnego.

Żeby przekonać czytelników, że tak jest istotnie, chciałbym przedstawić argumenty za tym świadczące.

Bywają ludzie, którzy dowiadują się, że ktoś z ich znajomych stosuje żywienie optymalne. Zachęceni efektami, jakie przynosi, podejmują próbę takiego żywienia. Wychodzą z założenia, że jeżeli rzeczywiście ta dieta będzie dla nich skuteczna, to dopiero wówczas w przyszłości, być może zaczną interesować się bliżej jej szczegółami.
Na razie chcieliby to sprawdzić na sobie.
Nie znają zasad żywienia optymalnego lub mają o nim bardzo mgliste pojęcie.
Najczęściej taka osoba wie, że ma jadać tłusto. Już na starcie robi to źle, ponieważ myśli i postępuje szalenie wybiórczo. Widzi w diecie Kwaśniewskiego tylko to, co chce widzieć, to co jej subiektywnie odpowiada.

       Takie osoby mówią na przykład, że owszem, lubią zjeść tłuste, gotowane, smażone, wędzone, bądź grillowane: żeberka, golonkę, karkówkę, boczuś, swojskie paszteciki, kiełbaski lub salcesony itd.

Cieszą się nawet z tego, że to, co im zawsze smakowało, a co jednocześnie dotychczas zabraniano im jeść, jako bardzo niezdrowe, będą mogli teraz jeść bez wyrzutów sumienia.
To jest prawda, ale niepełna.

Będzie można jeść te potrawy, ale oczywiście w ściśle określonych ilościach, uzależnionych zawartością białka, tłuszczy i węglowodanów danej potrawy w sumarycznym, całodobowym zapotrzebowaniu konkretnego człowieka, stosownie do jego wagi należnej.

Ludzie tacy często nie chcą tego przyjąć do wiadomości i stosowania, obawiam się, że nie chcą tego nawet słuchać. Oni postrzegają wszelakie diety jako sposoby żywienia, gdzie na leży coś jeść lub nie wolno czegoś jeść (ilości i proporcje składników ich nie interesują). 

       Bywa jeszcze gorzej, gdy taka osoba mówi (albo myśli sobie po cichu), że nie zamierza zrezygnować bądź radykalnie ograniczyć spożycia produktów niejadalnych w żo...
Mówi (myśli): będę na żo, bo lubię jeść tłusto, ale jednocześnie nie zamierzam zrezygnować z: (w tym miejscu możemy wstawić) np. nie wyobrażam sobie zrezygnować z pieczywa, albo nie zrezygnuję z owoców (soków), albo nie zamierzam zrezygnować z potraw mącznych (pierogów, kopytek, naleśników, makaronów, ciast) i innych słodkich produktów (słodyczy, napojów, miodu), albo nie ograniczę picia piwa itd.

Jeżeli ktoś tak myśli, to należy mu zdecydowanie, śmiało oświadczyć: że takie jedzenie, to nie jest żadne żywienie optymalne, że jeżeli faktycznie zamierza tak postępować, to sam bierze za to odpowiedzialność.

Ja takim ludziom sugeruję, że lepiej by już było dla nich, aby pozostali na swoim dotychczasowym żywieniu, niż mieliby do tłustego jedzenia dokładać znaczną ilość produktów wysoko węglowodanowych.

 Przecież takie żywienie, jak pisze doktor Kwaśniewski, to klasyczne KORYTO. 


       Ludzie tak właśnie żywiący się są ofiarami powszechnie występujących chorób cywilizacyjnych (otyłość, miażdżyca, cukrzyca, zawały, wylewy).

Należy przypominać i silnie akcentować, że żywienie optymalne jest żywieniem WYSOKOTŁUSZCZOWYM  (BOGATOTŁUSZCZOWYM), ale jednocześnie NISKOWĘGLOWODANOWYM.

O takich ludziach słyszymy czasami od lekarzy, że wykończyła ich ta tłusta dieta Kwaśniewskiego. To NIEPRAWDA.

Ci ludzie, którymi straszą lekarze, nie byli na diecie optymalnej doktora Kwaśniewskiego.

Jeżeli ich coś wykończyło, to właśnie brak przestrzegania zasad żo.

Oni by li na żywieniu korytkowym. Ich dieta była wysokotłuszczowa i wysoko węglowodanowa.

 Ludzie są straszeni przez lekarzy i media, że za epidemię chorób cywilizacyjnych odpowiada tłuszcz zawarty w zjadanych potrawach. Takie straszenie ludzi wynika albo z niewiedzy, albo z ignorancji, albo też ze złej woli lekarzy, dietetyków, niedoinformowanych dziennikarzy.

Nie wolno jeść nam jednocześnie tłusto i wysoko węglowodanowo.

Kto to ignoruje, jest sam sobie winny. 


      Niech nie obarcza żywienia optymalnego winą za swój zły stan zdrowia. Niech taki człowiek uderzy się we własne piersi, spróbuje odpowiedzieć sobie szczerze (dla własnego dobra), czy rzeczywiście byłem(am) optymalnym(ą).

Powinniśmy analizować nasz jadłospis, aby unikać nieprzyjemnych dla nas konsekwencji zdrowotnych, ponieważ zdarza się nam często popełniać błędy.

Typowymi błędami są:

1) niedobór spożywanych węglowodanów
2) nadmiar spożywanych białek

Ad. 1) Zbytnie ograniczenie ilości spożywanych sumarycznie dobowo węglowodanów jest częstym błędem wśród optymalnych.
Pamiętajmy, żywienie optymalne jest żywieniem NISKOWĘGLOWODANOWYM, a nie bez węglowodanowym lub ubogo węglowodanowym.

Należy przyjmować ok. 0,5 - 0,8 g węglowodanów na kilogram wagi należnej (WN) w spożywanych potrawach na dobę.

Dla przykładu
WN = 70 kg, W - 35-56 g,
WN = 80 kg, W - 40-64 g.

Najlepiej przyjmować węglowodany złożone w formie skrobi, zawarte w ziemniakach, warzywach kapustnych i owocach jagodowych (mało słodkich). 

        Początkujący, ale także optymalni z kilkuletnim stażem, którzy przed przejściem na żywienie optymalne spożywali za dużo węglowodanów w pożywieniu, teraz spożywa ją ich zbyt mało.

Wielu myśli i robi tak, ponieważ nabierają błędnego przekonania, że skoro spożywane w nadmiarze węglowodany są winne za szereg chorób, to popadają w skrajność i ulegają złudzeniu, że najlepiej byłoby wyeliminować je całkowicie ze swojego żywienia. To błąd.

Musimy przyjmować należną nam indywidualnie dobowo ilość węglowodanów. Dlaczego?
Są niezbędne dla erytrocytów, mózgu, nerwów obwodowych i jako uzupełnienie glikogenu w mięśniach.

Niedobór węglowodanów w diecie konkretnego człowieka można rozpoznać po objawach takiemu niedoborowi towarzyszącymi.

Są to:

- pojawienie się nadmiernej ilości ciał ketonowych w moczu (niezalecane 2 i więcej krzyżyków na skali porównawczej pasków KetoDiastix zanurzonych w moczu) oraz nieprzyjemny, zwłaszcza dla otoczenia, zapach wydychanego powietrza z ust, przypominający aceton lub mający posmak mydlin. Świadczy to o niepełnym spalaniu tłuszczy z powodu braku należnej ilości węglowodanów w diecie (doktor Kwaśniewski nazywa je obrazowo „podpałką"),

- pojawianie się, zwłaszcza nocą, skurczy łydek, świadczące o wyczerpaniu się zapasu glikogenu,

- zaburzenia w czynności mózgu, takie jak: spadek koncentracji uwagi, zapominanie się, niemożność podjęcia wysiłku umysłowego, zawroty głowy, ziewanie, kłopoty z zasypianiem, nocne mary i wybudzenia śródnocne,

- chęć na coś słodkiego, suchość w ustach, sztywność języka, a także wzmożona chęć picia.


Ad. 2) Jemy za dużo białka. Nadmiar białka szybko postarza organizm.

Należy początkującym optymalnym powtarzać jak mantrę, że żywienie optymalne jest sposobem żywienia DWUETAPOWYM (dwufazowym).

W pierwszej - początkowej fazie, zwanej często okresem przebudowy organizmu, następuje generalny „remont" ciała, wymiana wadliwych i niepotrzebnych białek.

W tej pierwszej początkowej fazie, ilość białka zawartego w spożywanych produktach na dobę powinna wynosić 1-1,2 g, a u osób wyniszczonych chorobą nawet do 1,5 g na kg WN.
Ta pierwsza faza kończy się po upływie ok. 1-3 miesięcy. 

       Możemy rozpoznać, że faza przebudowy dobiega końca, m.in. po tym, że następuje zatrzymanie spadku wagi (u uprzednio otyłych) w momencie osiągnięcia przez nich wagi zbliżonej do należnej lub też następuje ponowny jej wzrost.

To właśnie moment, kiedy powinniśmy przejść do drugiej (docelowej, ostatecznej) fazy żywienia optymalnego, której powinniśmy trzymać się już zawsze.

Właśnie teraz, kiedy organizm jest już przebudowany, spada zapotrzebowanie na białko do ilości ok. 0,5-0,8 g na 1 kg WN na dobę (im lepsze białka - za warte w żółtkach, podrobach, szpiku - tym bliżej wskaźnika 0,5; jak nieco gorsze - to bliżej 0,8).

        Często o tym zapominamy lub bagatelizujemy to, a przecież wszelkie nadmiary, podobnie jak niedobory, są szkodliwe dla organizmu.
 Z założeń żywienia optymalnego wynika, że powinniśmy zjadać jak najlepsze biologicznie białka, a tych - im są lepsze - tym potrzebujemy mniej.

Część optymalnych, którzy doświadczyli na sobie dobroczynnego wpływu żo, myśli sobie, po co miałbym cokolwiek zmieniać w swoim dotychczasowym jadłospisie, skoro czuję się dobrze, a dieta mi służy.

Nie chcą słyszeć całej prawdy, którą doktor Kwaśniewski w swoich książkach wyraźnie przedstawia.

Pisze między innymi, że ludzie, którzy spożywają duże ilości białka, szybko się starzeją, podaje przy kład Eskimosów, albo ludzi na dietach wysokobiałkowych, np. Atkinsa. W takich sytuacjach organizm musi (stara się) pozbywać się go wszelki mi możliwymi i dostępnymi mu sposobami.

Objawami nadmiaru białka, mogą być:

- niewydolność nerek i wątroby (muszą przerabiać i utylizować nadmiary białek),

- łuszczenie, pękanie, a zwłaszcza intensywne swędzenie skóry - najczęściej głowy i przedramion – może powrócić łuszczyca,

- silny, intensywny (cuchnący) zapach moczu,

- silne pocenie się,

- wypadanie włosów, plamy na paznokciach i ich łamliwość,

- nadmierne pobudzenie i zwiększona nerwowość,

- przyspieszenie obiegu i podniesienie ciśnienia krwi wraz z możliwą arytmią serca,

- powrót bólu stawów, nieco innego już rodzaju niż przed żo (słychać pykanie, strzelanie w kolanach),

- otępienie, otumanienie mózgowe,

- może następować nawrót uprzednio występujących chorób, takich jak dna moczanowa, cukrzyca.


       Ten częsty błąd jest popełniany nie tylko przez początkujących.

Również wieloletni stażem optymalni go robią.
Sugeruję, abyśmy my - optymalni, zechcieli krytycznie przyjrzeć się sami sobie. Wrzucę kamyczek do naszego optymalnego ogródka, celem zwrócenia uwagi na to, że na bakier z zasadami żo są nawet działające w Polsce niektóre Arkadie, pensjonaty, domy wypoczynkowe, które wprowadziły żo dla swoich pensjonariuszy.

Chciałbym pokrótce przedstawić swoje spostrzeżenia (zastrzegam się, aby nikogo nie urazić i nie skrzywdzić, że są one na pewno subiektywne, ograniczone i nie reprezentatywne dla znacznej większości placówek z żo). Zwróciłem uwagę, że znaczna większość kuracjuszy to osoby ze stażem kilkuletnim, a często nawet wieloletnim. Rzadko widziałem nowicjusza.

       Właściwie nie powinno to dziwić, ponieważ wiedzę o istnieniu takich ośrodków ludzie czerpią głównie z reklam zamieszczanych na łamach „Optymalnych". Niektórzy przyjeżdżają na turnusy dla odpoczynku, inni dla nawiązania nowych znajomości, inni chcą dokonać porównań z innymi podobnymi ośrodkami, w których już byli, a część ludzi chce dokształcić się, wymienić doświadczeniami. Ja chciałbym się skupić na tych, jeszcze innych, którzy przyjeżdżają na turnusy, bo mają kłopoty ze zdrowiem.

Mimo, że często nie są nowicjuszami, to nie ustrzegli się najczęstszych błędów, które opisałem wyżej, a których nie uświadamiają sobie do końca, i których wyeliminowanie, spodziewają się, przyniesie im ponowną poprawę ich zdrowia.
Wnoszę, że ośrodki z żo, występując ze swoją ofertą, wychodzą z założenia, że trafiać do nich będą osoby schorowane, choć nie tylko. Jadłospis serwowany w placówkach, zbliżony jest do wypróbowanego i sprawdzonego w przeszłości przez doktora Jana Kwaśniewskiego w jego byłej Akademii Zdrowia 'Arkadia". Jest to jadłospis (przykładowy) na I fazę przebudowy, tj. z podwyższoną ilością białka w diecie.

       Chętnych i zainteresowanych proszę, aby policzyli ze mną ilość BTW w jadłospisie dwutygodniowym, wydrukowanym w części 5 książki doktora Kwaśniewskiego 'Dieta Optymalna".

A zatem, zsumowana ilość zawartego w potrawach BTW wynosi w ciągu 14 dni:
 B = 1348,4 g,
T = 3561,8 g,
W = 541,7 g.

Po podzieleniu przez 14 dni, średnie dobowe spożycie wynosi:
B = 96,3 g,
T = 254,4g,
W = 38,7 g,
a proporcje 1:2,6:0,4.

Jeśli przyjmiemy, że waga należna (WN) kuracjusza wynosi 65 kg, to ilość gramów białka na 1 kg WN wyniesie 1,48 (96,3:65)

dla WN = 70 kg = 1,37;

dla WN = 75 kg = 1,28;

dla WN = 80 kg = 1,20;

dla WN = 90 kg = 1,07.

Wszystko się zgadza z zasadami żo.

W czym więc problem?

Otóż problem pojawia się w momencie, gdy do takiej placówki trafia optymalny z dłuższym stażem, który powinien spożywać posiłki z obniżoną ilością białka i podwyższoną ilością tłuszczu.

Wiem, że placówki dysponują jadłospisami z obniżoną ilością białka. 

Tyle, że pensjonariusze często o tym niewiedzą i zjadają to, co im poda kelner. Jeżeli zjadają wszystko z talerza, to niektórzy zaczynają się nie najlepiej czuć.

Przykładem jest jeden pan, długoletni optymalny, z wyrównaną na co dzień cukrzycą typu I, który będąc na turnusie z żo, badając u siebie kilkakrotnie glukometrem poziom glukozy we krwi, stwierdzał wyniki grubo powyżej 200 mg/dl.

Rozmawiając z nim, wspólnie doszliśmy do wniosku, że ilość białka, którą zjadał w posiłkach w czasie turnusu, była blisko dwukrotnie większa niż zjadał na co dzień w domu.

Namawiałem go, aby nie zjadał całych porcji lub zwrócił się indywidualnie z prośbą o posiłki z jadłospisu z obniżoną ilością białka.

Pan o wzroście 170 cm powinien spożywać dobowo łącznie ok. 35-60 g białka, a na talerzach łącznie - oceniam - dostawał ok. 100 g. 

        Więc powinien, dla swojego dobra, ograniczyć ilość przyjmowanego pożywienia i do tak okrojonych porcji dodać sobie tłuszczu, jeżeli miałby być nie dość syty po posiłku, a taką możliwość miał. Tak też uczynił.

Ale część osób nie do końca świadoma wszystkich zasad żo, zjada wszystko, co ma na talerzu, nie bacząc na to, że każdy jest inny i ma indywidualne zapotrzebowanie na BTW (być może uważają, że należy zjadać wszystko, co im podano, albo że szkoda marnotrawić jedzenie, zostawiając na talerzu).
Kucharka, nakładając na talerze posiłki, nie widzi jedzącego, a przecież przy stole wśród kuracjuszy mogą być zarówno niscy (większe ryzyko tzw. przebiałczenia) jak i wysocy (o większym zapotrzebowaniu na BTW).
Nikt nas nie może zwolnić z myślenia, nawet wówczas gdy mamy komfort, że inni ugotują i podadzą nam posiłki. 

 
      Nowicjusze na żo, wyjeżdżając z turnusu, pamiętajcie, że po powrocie do domu będziecie mu sieli zmodyfikować swój indywidualny jadłospis nie tylko pod kątem preferowanych potraw, chorób, z którymi się zmagacie jeszcze, a zwłaszcza w kierunku ograniczenia białka, nawet wówczas, gdy na turnusie wszystko wam smakowało i czuliście się dużo lepiej niż przed turnusem. W przeciwnym razie wystąpią u was wyżej wymienione objawy 'przebiałczenia".

Teoretycznie ludzie, którzy trafiają na turnusy z żo powinni liczyć na pomoc lekarzy optymalnych, doradców żo, fizjoterapeutów oraz możliwość korzystania z prądów selektywnych, a także skorzystania z 'literatury optymalnej" na miejscu.


       Mniemam, że tak jest w większości. Chciałbym wywołać dyskusję wśród czytelników, którymi są zapewne byli uczestnicy turnusów leczniczo-wypoczynkowych z żo. Chciałbym namówić Was, Czytelnicy, abyście przedstawili swoje wrażenia z pobytu w placówkach z żo. Podzielcie się swoimi doświadczeniami. Jak oceniacie opiekę i żywienie w tych placówkach? Czy wyjeżdżacie zdrowsi po turnusach, czy wiecie więcej o żo?

Nie obrażajmy się na konstruktywną krytykę - mamy sobie pomagać, wszyscy jesteśmy niedoskonali.


Marek Drewniak
doradca żo


niedziela, 30 października 2016

Komórki nowotworowe a żółtka.......


 „Ciechocinek, 17.01.2005 r.
Polski lekarz Jan Kwaśniewski powiedział co następuje :
Chciałbym Państwu opowiedzieć o przypadku szybkiego wyleczenia z choroby nowotworowej, mocno zaawansowanej, do wyleczenia nie dzięki lekarzowi, a dzięki człowiekowi będącemu sześć lat na Żywieniu Optymalnym , który zapamiętał z mojej z nim rozmowy, że komórki nowotworowe umieszczone w żółtku jaja giną po kilku godzinach. 
Tenże pan spotkał kolegę chorego, jak się dowiedział, na szpiczaka mnogiego z przerzutami (już nosił kołnierz usztywniający, podtrzymujący głowę, ponieważ były zmiany martwicze w kręgosłupie szyjnym i nie tylko w kręgosłupie szyjnym). Dawano mu niewiele miesięcy życia.
Szpiczak mnogi jest chorobą bardzo ciężką, nieuleczalną, prowadzącą do charłactwa i śmierci. Choroba rozpoczyna się osłabieniem, spadkiem wagi, uczuciem zmęczenia. W chorobie tej tworzą się guzki wychodzące ze szpiku, które po zniszczeniu kości rozprzestrzeniają się po całym organizmie. Guzy te znajduje się w wątrobie, w śledzionie, w węzłach chłonnych, w tkance łącznej. Na plan pierwszy wysuwają się bóle kości, najczęściej kręgosłupa, bóle stawów, złamania kości, zapadanie się zniszczonych kręgów. Rokowanie w tej chorobie jest zdecydowanie złe, a leczenie praktycznie nieskuteczne.
Chciałbym Państwu opowiedzieć o przypadku wyleczenia chorego z tej choroby,  już mocno zaawansowanej, ponieważ miał przerzuty do kości, OB ponad 140, i zniszczenie już kręgów szyjnych, dlatego musiał nosić kołnierz ortopedyczny, podtrzymujący głowę.Został on wyleczony z tej choroby nie dzięki lekarzowi, a dzięki optymalnemu od 6 lat, który zainteresował się tym panem, zapytał, co mu jest, dlaczego nosi kołnierz, dlaczego jest taki słaby i wychudł. Ten pan powiedział, że choruje na szpiczaka mnogiego, że lekarze dają mu niewiele miesięcy życia, że ma już liczne przerzuty w całym organizmie. Ten optymalny od 6 lat pan W. powiedział choremu, żeby odżywiał się samymi żółtkami, gdyż zapamiętał z rozmowy ze mną, że w żółtkach komórki nowotworowe po kilku godzinach giną. I chory zaczął się odżywiać praktycznie samymi żółtkami, pił tylko wodę lub lekką herbatę.
Już po 2 tygodniach takiego odżywiania chory poczuł się znacznie lepiej, a OB obniżyło się do 30 po 1 godzinie. Chory żywił się tymi żółtkami jeszcze 2 tygodnie, nieuleczalna choroba już po miesiącu prawie ustąpiła, a przynajmniej ustąpiły wszystkie dolegliwości. Chory zapytał pana W. co ma robić dalej. Pan W. odpowiedział, że powinien zapoznać się z książkami doktora Jana Kwaśniewskiego i odżywiać się dalej według zaleceń i zasad Żywienia Optymalnego.
Minęło ponad rok, były chory jest zdrowym i sprawnym człowiekiem, nadal stosuje Żywienie Optymalne  ograniczając węglowodany do ok. 30 g na dobę.

Nie polecam odżywiania się samymi żółtkami. Żółtka mogą, i powinny, być podstawowym produktem dla ludzi, którzy chorują na nowotwór złośliwy lub nie chcą na nowotwór zachorować, i nie chcą chorować na inne choroby. W szpiczaku mnogim, białaczkach wskazany jest dodatkowo szpik kostny i podroby, a w chorobie nowotworowej spożycie węglowodanów powinno być mniejsze, niż normalnie, czyli powinno wynosić ok. 0,5 g na 1 kg wagi należnej, w innych chorobach ok. 0,8 g węglowodanów na 1 kg należnej wagi ciała, czyli dla człowieka o wadze 60 kg ilość spożywanych węglowodanów powinna wynosić ok. 50 g, u chorujących na nowotwór ok. 30 g.
Nowotwory aby żyć i rosnąć ? muszą mieć cukier. Wystarczy nie dać im jeść, a przeważnie szybko ustąpią, jeśli choroba jest mało zaawansowana, u pozostałych chorych zawsze występuje poprawa, często wyleczenie. Bóle towarzyszące chorobie nowotworowej i innym, w których występują silne bóle, np. w chorobie Bechterewa, czy w chorobie Bürgera, wprowadzenie Żywienia Optymalnego  powoduje ustąpienie bólów lub znaczne złagodzenie już po 7 dniach.
Przy dużych guzach nowotworowych wskazane jest usunięcie chirurgiczne guza, ponieważ ginący, rozpadający się guz nowotworowy może silnie zatruć cały organizm.
Żywienie Optymalne  jest odżywianiem biochemicznie i faktycznie najlepszym dla człowieka. Wykazano, że nie powoduje żadnych szkód dla chorych i zdrowych, a przynosi poprawę stanu zdrowia i sprawności, praktycznie u każdego chorego, co potwierdzili: prof. Tatoń i prof. Hasik, na podstawie prowadzonych badań na ludziach chorych, a przedtem na zwierzętach.
Natomiast prawie wszystkie, a tak liczne polecane modele żywienia oparte na poglądach, powodują szkody dla chorych i zdrowych, powodują liczne choroby, są zawsze szkodliwe, co zostało potwierdzone w obszernym piśmiennictwie na ten temat, które można znaleźć w czasopismach medycznych.
W jednym z hospicjów, gdzie przebywają chorzy, którzy wymierają najdalej w ciągu roku, dyrektor tegoż hospicjum chciał wprowadzić Żywienie Optymalne  dla tych chorych, ale od wielu miesięcy mu się to nie udaje, ponieważ różne komisje etyki i innych zurzędniczałych gremiów, dyskutują, kto powinien wyrazić swoją opinię, a chorzy nadal biorą leki i żywią się tak, aby główne nowotwór miał co jeść, a organizm musiał zginąć.
Nawet, jeśli nie udałoby się tych wszystkich chorych wyleczyć z tych nieuleczalnych chorób, a skazanych na życie w hospicjum, to na pewno można by im było przedłużyć życie, poprawić komfort życia, a przede wszystkim uwolnić lub ograniczyć konieczność przyjmowania leków przeciwbólowych: morfiny, czy Dolarganu, czy innych, które ci chorzy otrzymują, ponieważ w zasadzie we wszystkich chorobach z silnymi bólami, które spotykałem, Żywienie Optymalne dr- Kwaśniewskiego powodowało złagodzenie bólu i ustąpienie, średnio po 7 dniach.
Na razie, jak widać, chorzy ci z hospicjów, i inni niepotrzebnie chorzy na choroby nowotworowe różnego typu, jeszcze muszą poczekać. Mam nadzieję, że nie będą czekali zbyt długo.
Oprócz dokładnego pilnowania ilości spożywanych węglowodanów w diecie optymalnej u chorych na nowotwory, należy zwrócić też uwagę na to, aby ilość spożywanego białka była możliwie niewielka. Jeśli białko, które chory spożywa jest najwyższej jakości, wystarczy, aby go zjadał 50-60 g, zwłaszcza u chorych, którzy są wyniszczeni przez chorobę.
 Z nadmiaru białka organizm wytwarza sobie węglowodany w ilości ok. 58% w stosunku do spożywanego białka i przy stosowaniu zbyt dużej ilości białka (100-130 g), jak proponują niektórzy, powstaje spora ilość węglowodanów, a one są pokarmem dla nowotworu. 
Jeszcze raz powtarzam: Nie dać jeść nowotworowi, a nikt, kto nie ma co jeść nie może przeżyć, a zatem i nowotwór. W chorobie nowotworowej przeważnie następuje wyleczenie po przejściu na Żywienie Optymalne , czego życzę wszystkim chorym, żeby potrafili skorzystać z wiedzy, która jest gotowa i która daje takie rezultaty, jakich nie daje żadna inna wiedza. Dziękuję Państwu.
Jan Kwaśniewski”

piątek, 28 października 2016

Karmienie piersią a żywienie optymalne!

http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=4329.1620 :



Dr Jan Kwaśniewski:


„Kobieta żywiąca się optymalnie po zajściu w ciążę nic nie musi radykalnie zmieniać w swojej diecie. Może najwyżej zwiększyć ilość zjadanych dziennie żółtek o 1 lub 2 oraz świeżego masła i śmietany. Nie może też zapominać o jedzeniu galaret i innych potraw z udziałem chrząstek i skórek wieprzowych, bo to one pozwolą rozwijającemu się dziecku zbudować mocny system kostny. Jej zwiększone zapotrzebowanie na budulec i energią znajdzie swoje odbicie w nieco większym apetycie niż zazwyczaj.

Ciąża jest stanem fizjologicznym, a nie chorobą, i nie powinna powodować zaburzeń w organizmie ciężarnej: uporczywych wymiotów i bólów głowy, nie powinny psuć się jej zęby ani wypadać włosy. Nie powinna też przybierać na wadze więcej niż wynosi ciężar płodu i wód płodowych.

Na 3-4 tygodnie przed porodem kobieta ciężarna powinna zwiększyć spożycie węglowodanów do 100-150 gramów na dobę, zjadając więcej ziemniaków i pieczywa. Węglowodany te zostaną wykorzystane przez płód i zmagazynowane w jego ciele w postaci glikogenu, specyficznego węglowodanu zapasowego, z którego noworodek w trakcie porodu będzie mógł szybko i w dużych ilościach wytwarzać tlen. Ze 100 gramów glikogenu, przetwarzając go na cholesterol, może wytworzyć aż 38 litrów tlenu. Tak duża ilość tlenu pozwala mu bezpiecznie przetrwać okres niedotlenienia okołoporodowego. Po porodzie cholesterol jest szybko wydalany przez skórę noworodka i jego przewód pokarmowy.

Każda kobieta, która urodzi dziecko, powinna je karmić piersią. Niekarmienie dziecka ze względu na własną urodę czy wygodę jest ciężkim grzechem wobec dziecka i zawsze ma zły wpływ na jego zdrowie i to nie tylko w niemowlęctwie, ale i w dalszym życiu. Występujące coraz częściej, u coraz młodszych dzieci, uczulenia, otyłość, nadciśnienie i choroby serca, katary i przeziębienia, nowotwory, białaczki, zapalenia ucha, oskrzeli, biegunki i nietolerancje pokarmowe to choroby, których jedną z głównych przyczyn jest karmienie niemowląt mlekiem krowim. Mleko krowie, nawet pełne, tzw. ?prosto od krowy”, nie nadaje się dla niemowlęcia i nie bardzo można je przystosować do jego potrzeb.

Wszak przeznaczone ono jest dla potomka zwierzęcia trawożernego, którego potrzeby organiczne są zupełnie inne niż człowieka. Tak jak dla cielaka najodpowiedniejsze jest mleko krowy, dla źrebaka mleko klaczy itd., tak dla dziecka najlepsze jest mleko kobiece. Mleko zwierząt, zarówno trawożernych, jak i drapieżników, ma skład powodujący, że młode szybko rosną i szybko dojrzewają. Pozwala to skrócić okres, gdy młode są małe i bezbronne, najbardziej narażone na to, by stać się łupem innych zwierząt. To zwiększa szansę ich przetrwania i dożycia wieku dorosłego. Ale wszystkie one żyją krócej niż człowiek.

U człowieka sprawa ma się inaczej. Już nasi najdawniejsi przodkowie potrafili opiekować się swoimi dziećmi najlepiej ze wszystkich gatunków i najlepiej umieli chronić je przed zagrożeniami, dlatego dzieci nie musiały bardzo szybko dorastać i dojrzewać. Mleko kobiece miało więc inny skład. Powodował on powolny wzrost. Małe króliki potrajają wagę w ciągu 6 dni, cielę po 47 dniach, a niemowlę dopiero po 180 dniach. Powoli rosnący człowiek powinien późno dojrzewać, w wieku dorosłym mieć niską wagę ciała i niewysoki wzrost. Człowiek mający takie cechy długo żyje i nie choruje.

Dlatego skład mleka kobiecego różni się zasadniczo od składu mleka zwierząt. U każdej matki skład mleka jest różny w różnym okresie laktacji, różny po różnych posiłkach, różny przy każdym karmieniu. Przeciętny skład mleka kobiecego też bardzo się różni w zależności od tego, jak matka się odżywia. Mleko jest tym lepsze, im mniej zawiera białka, węglowodanów, soli i popiołu, a więcej tłuszczu. Różnice mogą być bardzo duże. Najlepsze przebadane mleko kobiece zawierało w 100 ml 0,73 g białka, 8,29 g tłuszczu i 4,90 g węglowodanów. Najgorsze, odpowiednio, 2 g białka, 1,34 g tłuszczu i 9,50 g węglowodanów. Nie znam składu chemicznego mleka matek żywiących się optymalnie, ponieważ nie przeprowadzono dotychczas takich badań. Wiem tylko, że wszystkie mają mleko bardzo tłuste.


*’ Popiół to składniki mineralne, czyli sód, chlor, potas, wapń, fosfor i inne, które pozostają po spaleniu substancji organicznej. Im więcej jest w pokarmie popiołu, tym jest on gorszy.



Skład mleka kobiet polskich żywiących się tradycyjnie znać: nie różni się od składu mleka najlepszego. Przeciętnie jest w nim: 1,2 g białka, 3,8 g tłuszczu i 7 g węglowodanów (w 100 ml). Natomiast w tym samym czasie u kobiet w USA mleko zawierało (w 100 ml) 1,06 g białka, 4,54 g tłuszczu i 7,10 g węglowodanów.

Przeciętnie w mleku kobiet na 1 g białka przypada około 3-4 g tłuszczu. W mleku krowim stosunek tłuszczu do białka wynosi jak 1:1. W 100 g mleka krowiego jest około 3 g tłuszczu i 3 g białka. Zatem mleko krowie nie nadaje się dla niemowląt, gdyż zawiera 4 razy więcej białka i to o wiele mniej wartościowego biologicznie od białek mleka kobiecego, 4 razy więcej popiołu, 8 razy mniej witaminy D i E, 4 razy więcej witaminy Bl i B2, 2 razy mniej witaminy C, ponad 3 razy za dużo soli, za mało miedzi i żelaza, za dużo zaś siarki, jodu i manganu.

Wartość biologiczna mleka matki jest bardzo wysoka i nie da się ono niczym zastąpić, nawet najlepszymi preparatami stosowanymi w żywieniu sztucznym. Ponadto mleko to, oprócz składników odżywczych, zawiera biologicznie czynne elementy, jak: białe ciałka krwi, przeciwciała, substancje hamujące wzrost bakterii i wirusów, które powodują, że z każdą porcją mleka dziecko otrzymuje porcję czynników odpornościowych, które chronią je przed rozwojem w jego organizmie zarazków chorobotwórczych i uczuleń.

Pokarm kobiecy zawiera białka i tłuszcze ściśle dostosowane do potrzeb niemowlęcia. Potrzeby te zmieniają się wraz z wiekiem, są one także różne w ciągu jednej doby, a nawet w ciągu jednego karmienia. Do tych zmiennych wymagań dostosowuje się skład pokarmu matki. W pierwszych dniach po porodzie jest to tzw. siara, zawierająca głównie białko i sole mineralne oraz duże ilości leukocytów i ciał odpornościowych zabezpieczających dziecko przed zarazkami. Mleko dojrzałe, które będzie stanowiło pożywienie dziecka przez najbliższe miesiące, wykształca się dopiero po 7-10 dniach od porodu. Podczas każdego karmienia, na początku zawartość tłuszczu, białka i węglowodanów w pokarmie jest mniejsza, jest on bardziej rozcieńczony. W miarę jak dziecko ssie, zawartość składników odżywczych wzrasta. Głodne dziecko będzie ssało pierś aż do pełnej sytości, a to, któremu tylko chciało się pić, prędzej skończy ssanie. Ta właściwość pokarmu kobiecego umożliwia dziecku zaspokojenie nie tylko głodu, ale i pragnienia. Dlatego też tak rozpowszechnione podawanie niemowlętom różnych napojów jest zupełnie niepotrzebne, a pojenie ich słodzonymi naparami wręcz szkodliwe.

Przy karmieniu piersią należy uwzględniać dwie podstawowe zasady: karmić dziecko na żądanie, czyli wtedy, gdy domaga się jedzenia (a nie o określonych godzinach!) oraz pozwolić mu ssać tak długo, jak chce. Jak każdy organizm, tak i niemowlę samo doskonale potrafi regulować ilość potrzebnego mu pożywienia, jeśli otrzymuje pożywienie takie, jakie powinno otrzymywać. Korzyści, jakie płyną z karmienia piersią dla dziecka są nie do przecenienia. Zdrowie własnego dziecka jest dla każdej matki największą wartością i dlatego większość kobiet karmi swe dzieci. Warto jednak w tym miejscu wspomnieć również o korzyściach płynących dla samej matki. Pierwszą jest szybszy powrót do pełnej sprawności po porodzie. Podczas ssania piersi przez niemowlę organizm matki wydziela hormony przyspieszające obkurczanie się macicy i jej gojenie. Druga korzyść to wygoda. Pokarm z piersi jest zawsze gotowy do podania, czysty, o idealnej temperaturze i o najlepszym składzie. Nie wymaga żadnego nakładu pracy, w odróżnieniu od pokarmu sztucznego, który trzeba pieczołowicie odmierzać, mieszać, gotować, studzić, a używane do karmienia butelki i smoczki starannie myć i sterylizować. No i trzecia wreszcie korzyść pokarm matki ?nic nie kosztuje”. Chociaż człowiek żywiący się optymalnie nie choruje, to jednak sytuacja kobiety w połogu i karmiącej piersią jest szczególna, gdyż ona i dziecko są pod stałą opieką lekarzy. Na szczęście, w ostatnich latach głoszone oficjalnie teorie medyczne promują karmienie naturalne i wiedzę o nim. Mimo to nadal spotyka się lekarzy, którzy używając ?uczonych” argumentów i terminów zalecają matce odstawienie dziecka od piersi lub sztuczne dokarmianie. Najczęściej podają oni dwie przyczyny: zbyt małą ilość pokarmu (dziecko mało przybywa na wadze) oraz konieczność przyjmowania przez matkę leków. Kobieta powinna być na ewentualność usłyszenia takiej ?diagnozy” przygotowana i wiedzieć, że wskazania do zaprzestania karmienia piersią zdarzają się bardzo rzadko (są to np. choroby weneryczne, nowotworowe psychiczne i wymagające przyjmowania bardzo silnych leków} a kobietom żywiącym się optymalnie wcale.

Niemniej jednak kobiety rodzą najczęściej w szpitalach, gdzie łatwo o zakażenia, poza tym, nawet u kobiety żywiącej się optymalnie, np. takiej, która robi to od niedawna, może zajść konieczność cesarskiego cięcia. Również u matki karmiącej może się niekiedy zdarzyć, że wskutek mechanicznego zastoju pokarmu w kanalikach mlecznych utworzy się ropień piersi. W sytuacjach takich często nie da się uniknąć podawania antybiotyków. Trzeba jednak wiedzieć, że leki można dobrać tak, by jak najmniej przechodziły do pokarmu i były w miarę bezpieczne dla dziecka. Pozbawienie niemowlęcia mleka matki wyrządzi mu szkodę ogromną, o wiele większą niż niewielkie ilości leku, które z nim połknie.

Jeśli chodzi natomiast o rzekomo zbyt mały przyrost wagi dziecka, to istotnie, niemowlęta karmione piersią przez matki żywiące się tradycyjnie przybywają na wadze wolniej niż karmione sztucznie. Można się spodziewać, że u dzieci, których matki żywią się optymalnie, przyrost będzie jeszcze wolniejszy. Powolny przyrost wagi i wzrostu dziecka jest zjawiskiem prawidłowym i korzystnym i nie świadczy o niedostatku pokarmu. Jeśli dziecko jest przystawiane do piersi na żądanie, prawidłowo ssie (unikać podawania smoczka!), moczy 7-10 pieluch w ciągu doby i oddaje prawidłowe stolce, to znaczy, że otrzymuje wystarczającą ilość pokarmu. Prawidłowo funkcjonujący organizm kobiety wytwarza tyle mleka, ile jest dziecku potrzebne. Matka żywiąca się optymalnie ma wystarczająco dużo mleka, by pokrywać całkowite i potrzeby dziecka do 6 miesięcy, a potem dokarmiać go własnym j pokarmem do lat co najmniej 3.

Jeśli jednak wyjątkowo zachodziłoby uzasadnione podejrzenie że dziecko się nie najada (bywa, że niemowlę nieprawidłowo ssie pierś), nie należy rozpoczynać sztucznego dokarmiania, lecz! przede wszystkim zwrócić się do poradni laktacyjnej, gdyż stosując odpowiednie sposoby i techniki karmienia można temu zaradzić.

Matkom karmiącym lekarze zalecają, aby ?dobrze odżywiały się”, to znaczy jadły dużo warzyw i owoców (bo to witaminy), unikały potraw smażonych (bo jakoby wywołują kolki u dziecka), jajek (bo uczulają dziecko) i piły duże ilości płynów, najlepiej słodzonej herbaty z mlekiem. W żywieniu optymalnym takie zalecenia uznaje się nie tylko za niesłuszne, ale wręcz za szkodliwe. Odżywianie się matki karmiącej nie odbiega od ogólnych zasad żywienia optymalnego. Dlatego właśnie określane jest ono jako ?optymalne”, że właściwie nie można go już ulepszyć. Wiele kobiet pracuje zawodowo i po krótkim urlopie macierzyńskim muszą wrócić do pracy.


Niedawno napisała do mnie pani G.A.:

Mam 28 lat. Pól roku temu urodziłam córkę. Dziecko było słabe i bez przerwy chorowało. Przeszło zapalenie płuc, zapalenie oskrzeli, katary, przeziębienia. Miało też spastyczne zmiany w oskrzelach, jak przy astmie. A przecież karmiłam ją piersią. Od 3 miesięcy żywię się optymalnie. I stał się cud. Dziecko nie zachorowało na żadną infekcję przez ostatnie 3 miesiące. Wszyscy w rodzinie chorowali w styczniu na grypę, tylko ja i moja córka byłyśmy zdrowe. Zmienił się mój pokarm. Mam go dużo i jest bardzo tłusty. Gdy go czasem odciągnę i postoi w szklance, zmienia się w połowie w tłustą śmietanę. Teraz jest super. Ale muszę wrócić do pracy. Jeden lub dwa posiłki moja córka będzie musiała otrzymywać z butelki. Co mam jej do tej butelki wlewać, by dziecku nie zaszkodzić? Jak ją karmić?


Trzeba wiedzieć, że nawet praca zmuszająca kobietę do rozstania się z niemowlęciem na kilka godzin nie jest przeszkodą do karmienia piersią, pod warunkiem, że kobieta będzie regularnie opróżniać piersi, co zapobiega zanikowi laktacji. Matka powinna wcześniej ściągnąć pokarm z piersi i pozostawić go do podania przez osobę opiekującą się dzieckiem. Odciągacze do pokarmu, ręczne lub elektryczne, można kupić w sklepach z artykułami niemowlęcymi lub wypożyczyć w poradniach pediatrycznych czy laktacyjnych. Po odciągnięciu pokarm musi być przez pewien czas przechowany, toteż używane odciągacze muszą być dokładnie umyte i wygotowane. Pokarm należy zlać do wygotowanego, zamykanego naczynia i przechowywać do czasu karmienia dziecka. W temperaturze pokojowej (w 15-20°) można go przetrzymać1′ do 12 godzin, w lodówce (w około 4°) do 2 dni, w zamrażalniku lodówki (w -10°) tydzień do 10 dni, a w zamrażarce (w -18°) nawet do 6 miesięcy. Tak przechowywanego pokarmu przed podaniem niemowlęciu nie należy gotować. Wystarczy podgrzać do temperatury około 37°. Po odmrożeniu pokarmu nie wolno zamrażać powtórnie, dlatego lepiej jest przechowywać go w małych pojemnikach.

Dla kobiet, które rzeczywiście z istotnych powodów nie mogą karmić dziecka, najlepszym rozwiązaniem jest zdobycie mleka od innej karmiącej matki, a już szczególnie dobrze byłoby, gdyby była to kobieta żywiąca się optymalnie.

Jeżeli jednak matka nie ma możliwości zdobycia pokarmu kobiecego i musi dziecko karmić sztucznie, powinna mu podawać mieszanki mleczne i zupki na rosole według poniższych przepisów. Dziecko powinno być karmione wówczas, gdy samo upomni się o jedzenie i zjadać do syta, tzn. tyle, ile będzie chciało, bez odmierzania porcji.


MIESZANKA MLECZNA

Do 100 ml mleka krowiego o zawartości tłuszczu co najmniej 3,2% dodać 100 ml słodkiej śmietanki 30-proc. i 80 ml wody. Wymieszać, zagotować, odstawić. Żółtko wymieszać z niewielką ilością przestudzonej mieszanki, dodać do pozostałej i wymieszać. Do mieszanki nie dodawać ani cukru, ani mąki, ani żadnych kaszek.

Otrzymujemy 300 ml mieszanki. Zawiera ona w 100 gramach: 2,5 g białka, 13,2 g tłuszczu i 2,7 g węglowodanów oraz 142 kcal. Na 1 gram białka przypada w niej około 5,2 g tłuszczu i 2,7 g węglowodanów.

Powyższa mieszanka mleczna, która powinna być zasadniczym posiłkiem dziecka w pierwszych miesiącach życia, jest produktem skoncentrowanym. Można ją rozcieńczać przegotowaną wodą. Niezależnie od dodanej wody proporcje między głównymi składnikami są takie same. W formie skoncentrowanej dzieci będą zjadały jej o połowę mniej niż zalecają to różne podręczniki pediatryczne. I tak być powinno.

Przy karmieniu tą mieszanką 90% energii niemowlęcia pochodzi z zawartego w niej tłuszczu. Powina być podawana na żądanie dziecka, ale przeważnie dziecko mniej razy chce jeść w ciągu doby, gdyż pokarm dłużej przebywa w przewodzie pokarmowym, wolniej się wchłania, bardziej syci. Dlatego nie należy przejmować się tym, że dziecko karmione tą mieszanką nie domaga się tak często jedzenia jak karmione mieszankami z dużą ilością węglowodanów.

Drugim rodzajem posiłków dla dzieci karmionych sztucznie są rosołki z dodatkiem warzyw, które mogą być podawane od trzeciego miesiąca życia.


ROSÓŁ Z ZIEMNIAKIEM

Ugotować wywar z cielęciny lub wiejskiego kurczaka bez dodatku soli. W 150 ml rosołu ugotować na miękko średniej wielkości ziemniak o wadze około 100 g. Przetrzeć go do rosołu przez gęste sitko. Do gorącej zupy dodać rozmieszane żółtko, wymieszać, przestudzić. Do zupy przestudzonej do temperatury 35-40° dodać 30 g świeżego masła o zawartości 82,5% tłuszczu. Zupę uzupełnić przegotowaną wodą do objętości 300 ml.
100 ml takiej zupy zawiera 2,7 g białka, 13,6 g tłuszczu, 5 g węglowodanów i 154 kcal. Na 1 g białka przypada 6,8 g tłuszczu i 1,9 g węglowodanów.


ROSÓŁ Z MARCHEWKĄ

Rosół przygotować tak samo jak w przepisie poprzednim, tylko zamiast ziemniaka użyć 100 g marchewki. 100 ml tej zupy zawiera 2 g białka, 13,6 g tłuszczu, 1,8 g węglowodanów i 140 kcal. Na 1 g białka przypada 6,8 g tłuszczu i 0,6 g węglowodanów. Podane wyżej mieszanki mają średnio około 2 razy więcej kalorii od mieszanek tradycyjnie zalecanych w żywieniu niemowląt. Takich mieszanek będą więc dzieci zjadały o połowę mniej objętościowo. I tak powinno być.

Do zup nie dodajemy soli kuchennej ani cukru.

Zupy, podobnie jak mieszankę mleczną, można rozcieńczać przegotowaną wodą, nawet w stosunku 1:1.

Mieszanka mleczna i rosołek zawierają zbyt mało węglowodanów, toteż można je uzupełniać sokami owocowymi z dodatkiem mąki ziemniaczanej, w postaci rzadkiego kisielku.


KISIEL Z SOKU OWOCOWEGO

Z 200 ml soku owocowego niesłodzonego odlać łyżkę i wymieszać z 5 gramami mąki ziemniaczanej. Resztę soku zagotować, wlać rozrobioną mąkę na gotujący się sok i mieszając chwilę pogotować. Podawać ciepły.

Soki należy robić samemu, z polskich owoców. Mogą być z jabłek, gruszek, malin, czarnej porzeczki, wiśni, a nawet z marchewki. Nie mogą być słodzone ani z dodatkiem żadnych konserwantów. Mogą natomiast być z pulpy owocowej zakonserwowanej w słoikach przez nas samych w sezonie letnim (patrz str. 48). Pulpę zalewa się wodą (do smaku), zagotowuje, płyn odciska na gęstym sitku i na tym wywarze robi kisiel. Nie trzeba go słodzić.

Każdy sok ma inną zawartość węglowodanów. Może ona wahać się od 5% w soku z marchwi do ponad 15% w soku z winogron (krajowych!). Sok jabłkowy zawiera średnio 9,3% węglowodanów. Kisiel z soku jabłkowego zawiera więc w 100 ml około 12 g węglowodanów i 50 kcal. 50 ml kisielku to 6 g węglowodanów, czyli tyle, ile dziecku można podać po zasadniczym posiłku.

Po ukończeniu czwartego miesiąca życia można stopniowo dodawać do rosołków niewielkie ilości drobno zmielonego gotowanego mięsa cielęcego, z drobiu (najlepiej, gdy mogą to być kurczaki gospodarskie, a nie brojlery) lub ugotowanej drobiowi wątróbki.

Jak już poprzednio powiedziałem, zdrowa matka, nawet żywiąca się tradycyjnie, powinna mieć wystarczającą ilość pokarmu, by wyłącznie piersią żywić dziecko do pół roku. Po tym czasie wyczerpuje się zapas żelaza, z którym dziecko się urodziło, i także innych składników mineralnych. Jest to moment, kiedy można rozważyć wprowadzenie do diety dziecka innych pokarmów. Pediatrzy zazwyczaj zalecają podawanie zupy jarzynowej.

Przy optymalnym żywieniu dziecka też wprowadzamy zupy jarzynowe, ale zrobione na rosole i z dodatkiem żółtka i masła, według przepisów podanych poprzednio.

Najwłaściwszym momentem wprowadzenia nowego pokarmu wydaje się ten, gdy dziecko samo będzie miało na niego ochotę. Jeśli nawet przez rok nie chciałoby jeść nic innego poza piersią, nie wyrządzi mu to szkody. W praktyce jednak dzieci, z natury ciekawe, sięgają po inne pokarmy już wcześniej. Przeważnie już roczne dziecko może dostawać większość produktów znajdujących zastosowanie w żywieniu optymalnym ludzi dorosłych.

Nie znaczy to jednak, że należy je wtedy odstawić od piersi. Mleko matki jeszcze długo może, a nawet powinno, być uzupełnieniem normalnego jedzenia. Z medycznego punktu widzenia nie ma górnej granicy wieku karmienia piersią. Jeżeli dziecko trzy-, czteroletnie, czy nawet jeszcze starsze, chce ssać pierś niech ssie. Przy regularnym przystawianiu pokarm u matki nie zanika, najwyżej jego ilość się zmniejsza, dziecko więc ma możliwość nadal przyswajać wartościowe składniki z mleka kobiecego. Komentarze otoczenia w stylu: ?to wstyd, żeby taki duży dzieciak jeszcze ssał pierś wstyd przynoszą co najwyżej osobom je wygłaszającym.

Skład mleka kobiecego czy sztucznych mieszanek kształtuje cały organizm dziecka, jego budowę biochemiczną, jego metabolizm, a także jego gusty i smaki żywieniowe. Dziecko przystosowuje swój apetyt i gust smakowy do składu mleka matki, toteż gdy jest już starsze i może samo wybierać jedzenie, bo umie określić, co mu smakuje, a co nie, bo potrafi już powiedzieć ?daj” albo ?nie!”, będzie wybierać produkty o składzie chemicznym podobnym do składu mleka matki. A więc już na początku życia lego organizm zostaje tak ?zaprogramowany”, że będzie w dalszych latach wybierać te produkty, które będą dla niego najlepsze, bo te będą mu najbardziej smakować. Niestety, ten sam mechanizm działa przy żywieniu sztucznym. Dostosowuje cały organizm i apetyt dziecka do produktów nie najlepszych i jego dalsze preferencje żywieniowe, zarówno w wieku dziecięcym, jak i dorosłym, będą nie najlepsze. Oczywiście w sposób świadomy może je zmienić, np. przechodząc na dietę optymalną. Ale jeśli jej nie zna?

Obecnie w naszym kraju dzieci z reguły żywione są lub dokarmiane słodzonymi mieszankami z dodatkiem mąki, kaszy manny lub kukurydzianej czy też węglowodanowych kaszek o sztucznie im nadanych owocowych smakach. Toteż w większości niemowlęta są blade, nalane, często otłuszczone, ciężkie, mają często alergie żywieniowe i małą odporność na zakażenia. W starszym wieku uwielbiają słodycze, chrupki pszenne i kukurydziane, słodkie pieczywo. Zdrowotność dzieci w naszym kraju pozostawia wiele do życzenia. Szpitale dziecięce są przepełnione. Dzieci coraz częściej chorują na choroby przypisywane dotychczas głównie ludziom starszym: cukrzycę, miażdżycę, reumatyzm, nowotwory. Od paru lat, co roku, Jurek Owsiak w ogarniającej cały kraj imprezie pod nazwą ?Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy” zbiera ogromne sumy na zakup aparatury do ratowania życia niemowląt i małych dzieci. Cel szczytny! Ale gdyby przeznaczyć te pieniądze na poprawę żywienia kobiet ciężarnych i dzieci, może ta aparatura wcale nie byłaby potrzebna? A przynajmniej nie w takim stopniu jak obecnie.

Dziecko powinno rosnąć powoli, być szczupłe i niskie. Powinno budować swój organizm wolno, ale lepiej i dokładniej i jak najpóźniej dojrzewać, gdyż późne dojrzewani świadczy o dobrym zdrowiu i rokuje długie życie.

Im gorsze żywienie i gorsze warunki życia, tym dziewczęta wcześniej wchodzą w okres dojrzewania płciowego. W Polsce u dziewczynek na Śląsku pierwsza miesiączka pojawia się w wieku 12 lat; w zamożnej Szwajcarii, ojczyźnie najwyższej jakości serów, odpowiednio średnia wieku dziewcząt wynosi 18-19 lat.

Żywienie dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym nie odbiega od ogólnych zasad żywienia optymalnego. Śniadanie powinno być wartościowe i obfite. W zasadzie powinno wystarczyć dziecku do czasu powrotu do domu ze szkoły.

Jeśli dziecko nie chce jeść rano lub zjada bardzo mało, nie należy go przymuszać, lecz wtedy można dać mu do szkoły posiłek w typie drugiego śniadania. Tradycyjnie dzieciom daje się kanapkę z dwóch kromek chleba lub bułki przełożonych czymś lub posmarowanych. W żywieniu optymalnym chleba dziecko nie je. Co więc mu dać? Możliwości jest wiele. A oto 4 przykłady wraz z odpowiednimi przepisami:


1) 2 bułeczki z kruchego ciasta z mięsem (20 dag)

2) 2 paszteciki z mięsem (20 dag)

3) 2 łyżki (10 dag) twarożku w szczelnie zamkniętym pojemniku. Do tego kromka chleba orzechowego z masłem (2 dag) i parę rzodkiewek. Dołączyć łyżeczkę lub widelczyk

4) 2 kawałki chleba orzechowego (po 5 dag) (przep. na str. 156) posmarować (każdy) grubo masłem (po 2 dag) i położyć dostosowany wielkością plaster tłustego, żółtego sera. Złożyć. Do tego mały pomidorek.


Do przygotowania kanapek nadaje się nie tylko chlebek optymalny, ale także biszkopt i placki serowe.

Dziecko zawsze powinno mieć dostęp do niesłodkiego napoju, by mogło pić do woli, a zwłaszcza popić drugie śniadanie. Do szkoły można dać mu np. wodę z kilkoma łyżkami niesłodzonego soku owocowego w mocno zakręcanej butelce plastikowej lub w specjalnym bidoniku z rurką. W zimie może być herbata w termosie, byle nie słodzona.

Podane wyżej przykłady drugich śniadań (a właściwie pierwszych) stanowią pożywny, pełnokaloryczny posiłek.

Dane w ramce w przepisach poniżej oznaczają zawartość białka (B), tłuszczu (T) i węglowodanów (W) oraz liczbę kalorii w 100 gramach tego produktu.


BUŁECZKI Z MIĘSEM

B 12,5g T 24,7g W 7,4g | 1 : 2,0 : 0,6 | 304 kcal |
Przygotować kruche ciasto: 1,5 szklanki mąki (30 dag), wymieszać z łyżeczką proszku do pieczenia. Do mąki dodać 1,5 kostki masła (30 dag) i posiekać ?na ryż”. Dodać 12 żółtek, zarobić nożem, a gdy składniki się połączą, szybko zagnieść bez wyrabiania. Odłożyć na parę godzin do lodówki.

Po tym czasie ciasto rozwałkować na placek. Wykrawać szklanką krążki, na każdy położyć porcję gotowanego, zmielonego mięsa (może być np. z wywaru) doprawionego solą i pieprzem. Ciasto zlepić (jak pączek). Bułeczki ułożyć na wysmarowanej smalcem brytfannie zle pieniem do dołu, posmarować po wierzchu białkiem, posypać kminkiem i piec do zrumienienia. Pozostawić w wyłączonym piecyku do wy studzenia. 1 bułeczka waży około 10 dag.


PASZTECIKI Z MIĘSEM

B 15,2g T 33g W lSg | 1 : 2,2 : 1 | 416 kcal |
1,5 kostki masła (30 dag) zastudzić i pokroić w cienkie plasterki. Szklankę mąki (20 dag) zagnieść z ciepłą wodą na niezbyt tward ciasto (jak na pierogi). Dobrze wyrobić. Rozwałkować na kwadrat, cieście ułożyć po przekątnej kwadrat z masła, rogi ciasta zawinąć środka (jak kopertę), brzegi zlepić i rozwałkować ciasto na podłużi prostokąt. Złożyć go do środka ?na 3″, przekładając masłem obie wa stwy. Jeszcze raz rozwałkować i czynność powtórzyć. Odłożyć do dówki na parę godzin. 1/2 kg tłustej wieprzowiny, 30 dag wieprzowej wątróbki i cebulę (10 dag) udusić do miękkości (można użyć też mięso z wywaru) W sosie namoczyć 1/2 kajzerki. Wszystkie składniki zemleć. Dodać 5 jajek i żółtko (białko zostawić), pieprz i sól do smaku.

Z ciasta rozwałkować cienki prostokątny placek. Wzdłuż brzegu, 4 cm od jego krawędzi, ułożyć wałek z mięsa 3 cm grubości. Ciastu poza nim posmarować wzdłuż białkiem. Unieść ostrożnie brzeg ciasta, okryć nim wałek mięsa i zlepić poza nim. Odciąć pas z mięsem ostrym nożem i pokroić na 4 cm kawałki. Ułożyć na brytfannie posmarowanej smalcem. Każdy pasztecik posmarować po wierzchu białkiem i przylepić na nim parę ziaren kminku. Piec do ładnego zarumienienia. Najlepsze są na ciepło, tuż po wyjęciu z pieca, ale po ostudzeniu też są smaczne.1 pasztecik powinien ważyć około 10 dag.


TWAROŻEK

B9,5g T31,8g W | 1:3,4:[ 335 kcal |
10 dag tłustego białego sera rozetrzeć z łyżką (5 dag) miękkiego masła, następnie dodać 1/3 szklanki gęstej, kwaśnej śmietany (7 dag), szczyptę soli i pieprzu. Rozetrzeć na gładką masę. Do twarożku można stosować różne dodatki smakowe, np. posiekany szczypiorek, startą na tarce jarzynowej rzodkiewkę, łyżeczkę przecieru pomidorowego, roztartej wędzonej ryby itp. Dzieci żywione optymalnie mniej ważą i mierzą od swoich rówieśników, ale są zdrowsze, silniejsze i inteligentniejsze, tzn. izadziej chorują lub nie chorują wcale, lepiej się uczą i zwyciężaią w sportowej rywalizacji w dyscyplinach wymagających szybkości, inteligencji i sprawności. To samo odnosi się do młodzieży. Bardzo cieszymy się i jesteśmy dumni, że młodzież jest taka ?dorodna” wysoka, rozrośnięta, często pulchna, a nawet otyła. Ale zapominamy, że 90% tej młodzieży ma próchnicę zębów, nagminnie występuje skrzywienie kręgosłupa, a gdy w czasie ferii młodzi ludzie wyjeżdżają na narty, łamią sobie ręce i nogi jak zapałki.

Spróbujmy sprawdzić, jaką siłę kości i mięśni ma bażant, który żywi się naturalnie, wygrzebując z ziemi robaki, i który osiąga dojrzałość po roku, a jaką ma brojler, ?pędzony” na specjalnych, sztucznych odżywkach, który dojrzałość osiąga po 5-6 tygodniach. Jego kości, wszystkie bez wyjątku, można bez trudu przekroić nożem. U człowieka działa ta sama zasada

Niektórzy pytają: jak wychować dziecko bez słodyczy, skoro spotyka je na każdym kroku? Dziecko żywione optymalnie nie będzie miało chęci na słodycze. Z czasem przestaną mu smakować. Rolę słodyczy mogą mu z powodzeniem zastępować ciasta i ciasteczka nie odbiegające swoim składem od diety, które bardzo chętnie zjadane są przez dzieci na śniadania czy kolacje, a także lody o składzie optymalnym. Kawałek (20 dag) takiego ciasta może stanowić dla dziecka pełnowartościowy posiłek, który także można dać mu np. do szkoły. Ciasta te, oczywiście, przeznaczone są nie tylko dla dzieci, ale także dla dorosłych.**


SERNIK WIEDEŃSKI

B13,lg T28,9g W5,8g 1 : 2,2 : 0,4 346 kcal
1 kg białego tłustego sera zemleć. Ucierając ręcznie lub mikserem, dodać do niego po jednym 25 żółtek, następnie 2 łyżki mąki, budyń waniliowy w proszku (bez cukru!) i 2 kostki masła (40 dag) stopionego i przestudzonego. Na koniec wsypać po łyżce: rodzynków, posiekanych migdałów i posiekanej skórki pomarańczowej smażonej w cukrze Ubić na sztywno pianę z 20 białek i wymieszać z serowym ciastem. Szczelne foremki wysmarować grubo masłem i wysypać tartą bułką lub zmielonymi biszkoptami. Na dno położyć warstwę andruta (wafla). Foremki powinny być szczelne, by w czasie pieczenia nie wyciekło masło, w którym sernik ?gotuje się”. Dlatego nie nadaje się do sernika forma tortowa.

Ciasto rozlać do foremek. Piec 45-60 minut. Wystudzić w wyłączonym piekarniku, wtedy wchłonie całe masło wydzielone w czasie pieczenia. Sernik zawsze trochę opada. Sernik można posmarować polewą czekoladową jak do ciasteczek (przep. na str. 85) i posypać wiórkami kokosowymi lub posiekanym^ orzechami lub migdałami.


SZARLOTKA

B 4,3g T 20,3g W 14,3g| 1 ; 4,8 : 3,4 | 250 kcal |
Przygotować kruche ciasto jak na bułeczki z mięsem (przep. na str. 82). Odłożyć w chłodne miejsce. Szeroki asortyment różnorodnych ciast i deserów znajduje się w ?Książce kucharskiej” 1,5 kg łatwo rozgotowujących się jabłek (antonówki, szarej renety) obrać, wyciąć gniazda nasienne, drobno poszatkować i mieszając rozgotować na marmoladę. Do gorącej marmolady dodać 2 łyżeczki galaretki pomarańczowej w proszku, 1/2 łyżeczki cynamonu i kostkę masła (25 dag). Gdy marmolada przestygnie, wlać do niej 9 białek i wymieszać. Nie dodawać cukru!

Ciasto podzielić na 2 części. Pierwszą rozwałkować na cienki placek i wyłożyć nim brytfannę (25 x 35 cm) wysmarowaną grubo masłem i wysypaną bułką tartą. Ciasto posmarować po wierzchu białkiem i zapiec. Na zapieczone ciasto wyłożyć równą warstwą jabłkową marmoladę, nakryć plackiem rozwałkowanym z drugiej części ciasta i zlepić brzegi ciasta dookoła. Upiec na złoty kolor. Wystudzić w piekarniku. Jeść po paru
godzinach, gdy ciasto dobrze wystygnie, a masło w marmoladzie skrzepnie.

Szarlotkę można po upieczeniu posmarować polewą czekoladową, której przepis podany jest w następnym przepisie (przy ciasteczkach czekoladowych) lub przed pieczeniem posypać suto wiórkami kokosowymi.


CZEKOLADOWE CIASTECZKA

B 9,3g T 53,6g W 25,6g[ 1 : 5,8 : 2,7 | 621 kcal |
Zagnieść kruche ciasto, jak na bułeczki z mięsem (przep. na str. 82). Z ciasta rozwałkować placek grubości około 1/2 cm. Ozdobnymi foremkami wycinać ciasteczka o różnych kształtach: serduszka, gwiazdki, kółeczka, albo pociąć placek na równe kwadraciki radełkiem do faworków. Upiec na złoty kolor na blaszce wysmarowanej masłem, wystudzić.

Zrobić polewę: 1/2 kostki masła (12 dag) stopić, wsypać do niego czubatą łyżkę kakao (2,5 dag), łyżeczkę polewy czekoladowej w proszku (do nabycia w sklepach) i wlać 2 łyżki słodkiej śmietanki. Powoli, mieszając, zagotować.

Ciepłą polewą smarować powierzchnię ciasteczek i posypywać je wiórkami kokosowymi lub posiekanymi orzechami.


LODY

B 3,6g T 38g W 6,6g |l:10,6:1,9 | 410kcal
5 żółtek utrzeć z cukrem waniliowym na krem, aż staną się białe Wlać do nich szklankę śmietanki i wymieszać. Garnek z masą wstawić do garnka z wrzącą wodą i ciągle mieszając podgrzewać, aż masa zacznie gęstnieć, ale nie zagotować, bo żółtka się zwarzą. Wyjąć garnek, masę ostudzić, rozlać do pojemniczków lub pucharków i zamrozić w zamrażarce.

Na bazie tej masy można robić różne rodzaje lodów, zmieniając dodatki smakowe i zapach.”