|
Znalazłam archiwalny (ale aktualny), bardzo ciekawy
artykuł w miesięczniku ":Optymalni" nr 136, z 2010 roku.
Warto przeczytać: dlaczego „optymalni” chorują... Czy jestem optymalnym? To, że ktoś jest członkiem lub sympatykiem któregoś z Bractw Optymalnych, ma wpiętą odznakę 'Optymalni" w klapę marynarki lub w sukienkę, a w kieszeni legitymację członkowską OSBO, nie znaczy na pewno, że jest OPTYMALNYM. Optymalnym się jest (bywa) wtedy, gdy odżywiamy się zgodnie z zasadami żywienia optymalnego, opracowanymi przez doktora Jana Kwaśniewskiego.
Można natomiast
nim być, nawet nie wiedząc o tym, jeżeli tylko przypadkowo człowiek
odżywiałby się w sposób zbliżony do zasad żywienia optymalnego ( żo).
Żyli w przeszłości i żyją obecnie ludzie długowieczni, którzy nigdy nie słyszeli o ruchu optymalnych. Poprzez nawet pobieżną analizę ich przeciętnego składu żywienia, można wyciągnąć wniosek, że blisko im do naszego, optymalnego sposobu żywienia.
Przykładem takiej grupy ludności są: górale Hunzowie z
Kaszmiru, Masajowie z Kenii, niektóre plemiona pasterskie z Gruzji, Abchazji,
z gór Andów itd.
Ich żywienie bogate jest w tłuszcze pochodzące z mleka: kóz, owiec, bydła.
O tym więc, czy faktycznie jesteśmy OPTYMALNYMI,
decyduje praktyka naszego codziennego odżywiania, a nie deklaracje słowne.
Dotyczy to wszystkich bez wyjątku, bez względu na staż w ruchu optymalnym,
tj. każdego czytającego ten tekst, mnie piszącego, a także samego czcigodnego
doktora Jana Kwaśniewskiego.
Skutkiem tego
sposobu żywienia jest ustępowanie dotychczasowych chorób, ogólna poprawa
kondycji fizycznej, a także umysłowej.
W tym miejscu warto wspomnieć o podobieństwie żywienia
optymalnego do biblijnej diety kapłańskiej, dającej w skutkach zdrową
czynność umysłu.
Z założeń żywienia optymalnego wynika, że powinniśmy zjadać jak najlepsze biologicznie białka, a tych - im są lepsze - tym potrzebujemy mniej. Nie jest przypadkiem, że przeważająca liczba laureatów międzynarodowej Nagrody Nobla jest pochodzenia żydowskiego. Prawidłowe, praktyczne stosowanie się do zasad żywienia optymalnego powoduje w efekcie, że z każdym rokiem stajemy się coraz bardziej świadomi, niezależni i krytyczni wobec otaczającego nas środowiska. Zaczynamy lepiej dostrzegać i rozumieć mechanizmy manipulacji ludźmi przez polityków, media oraz obłudę i zakłamanie współczesnego świata konsumpcji. Zaczynamy lepiej rozumieć przyczyny prowadzące do konfliktów w skali mikro i makro świata. Stajemy się nie tylko zdrowsi, ale i lepsi, jeśli tylko nasz lepiej odżywiony mózg potrafi częściej prawidłowo odróżniać (i wybierać) dobro od zła.
Tak być powinno, tak może być, tak bywa, ale nie
zawsze.
Dla czego nie zawsze? W czym tkwi problem? Dla czego
często po kilkumiesięcznym, kilkuletnim „żywieniu optymalnym" czujemy
się gorzej, ponownie podupadamy na zdrowiu? W poprzednim zdaniu „żywienie
optymalne" celowo ująłem w cudzysłów.
Tak naprawdę, po bliższej analizie okazuje się, że nasz model żywienia w praktyce faktycznie wcale nim nie był, albo był często obarczony licznymi błędami. Popełniamy świadomie lub nieświadomie błędy-odstępstwa od zasad żywienia optymalnego.
Żeby przekonać czytelników, że tak jest istotnie,
chciałbym przedstawić argumenty za tym świadczące.
Bywają ludzie, którzy dowiadują się, że ktoś z ich znajomych stosuje żywienie optymalne. Zachęceni efektami, jakie przynosi, podejmują próbę takiego żywienia. Wychodzą z założenia, że jeżeli rzeczywiście ta dieta będzie dla nich skuteczna, to dopiero wówczas w przyszłości, być może zaczną interesować się bliżej jej szczegółami.
Na razie chcieliby to sprawdzić na sobie.
Nie znają zasad żywienia optymalnego lub mają o nim
bardzo mgliste pojęcie.
Najczęściej taka osoba wie, że ma jadać tłusto. Już na
starcie robi to źle, ponieważ myśli i postępuje szalenie wybiórczo. Widzi w
diecie Kwaśniewskiego tylko to, co chce widzieć, to co jej subiektywnie
odpowiada.
Takie osoby mówią na przykład, że owszem, lubią zjeść tłuste, gotowane, smażone, wędzone, bądź grillowane: żeberka, golonkę, karkówkę, boczuś, swojskie paszteciki, kiełbaski lub salcesony itd.
Cieszą się nawet z tego, że to, co im zawsze smakowało,
a co jednocześnie dotychczas zabraniano im jeść, jako bardzo niezdrowe, będą
mogli teraz jeść bez wyrzutów sumienia.
To jest prawda, ale niepełna.
Będzie
można jeść te potrawy, ale oczywiście w ściśle określonych ilościach,
uzależnionych zawartością białka, tłuszczy i węglowodanów danej potrawy w
sumarycznym, całodobowym zapotrzebowaniu konkretnego człowieka, stosownie do
jego wagi należnej.
Ludzie tacy często nie chcą tego przyjąć do wiadomości
i stosowania, obawiam się, że nie chcą tego nawet słuchać. Oni postrzegają
wszelakie diety jako sposoby żywienia, gdzie na leży coś jeść lub nie wolno
czegoś jeść (ilości i proporcje składników ich nie interesują).
Bywa jeszcze gorzej, gdy taka osoba mówi (albo myśli sobie po cichu), że nie zamierza zrezygnować bądź radykalnie ograniczyć spożycia produktów niejadalnych w żo...
Mówi (myśli): będę na żo, bo lubię jeść tłusto, ale jednocześnie
nie zamierzam zrezygnować z: (w tym miejscu możemy wstawić) np. nie wyobrażam
sobie zrezygnować z pieczywa, albo nie zrezygnuję z owoców (soków), albo nie
zamierzam zrezygnować z potraw mącznych (pierogów, kopytek, naleśników,
makaronów, ciast) i innych słodkich produktów (słodyczy, napojów, miodu),
albo nie ograniczę picia piwa itd.
Jeżeli ktoś tak myśli, to należy mu zdecydowanie,
śmiało oświadczyć: że takie jedzenie, to nie jest żadne żywienie optymalne,
że jeżeli faktycznie zamierza tak postępować, to sam bierze za to
odpowiedzialność.
Ja takim ludziom sugeruję, że lepiej by już było dla
nich, aby pozostali na swoim dotychczasowym żywieniu, niż mieliby do tłustego
jedzenia dokładać znaczną ilość produktów wysoko węglowodanowych.
Przecież takie
żywienie, jak pisze doktor Kwaśniewski, to klasyczne KORYTO.
Ludzie tak właśnie żywiący się są ofiarami powszechnie występujących chorób cywilizacyjnych (otyłość, miażdżyca, cukrzyca, zawały, wylewy).
Należy przypominać i silnie akcentować, że żywienie
optymalne jest żywieniem WYSOKOTŁUSZCZOWYM (BOGATOTŁUSZCZOWYM), ale
jednocześnie NISKOWĘGLOWODANOWYM.
O takich ludziach słyszymy czasami od lekarzy, że
wykończyła ich ta tłusta dieta Kwaśniewskiego. To NIEPRAWDA.
Ci ludzie, którymi straszą lekarze, nie byli na diecie
optymalnej doktora Kwaśniewskiego.
Jeżeli ich coś wykończyło, to właśnie brak
przestrzegania zasad żo.
Oni by li na żywieniu korytkowym. Ich dieta była
wysokotłuszczowa i wysoko węglowodanowa.
Ludzie są
straszeni przez lekarzy i media, że za epidemię chorób cywilizacyjnych
odpowiada tłuszcz zawarty w zjadanych potrawach. Takie straszenie ludzi
wynika albo z niewiedzy, albo z ignorancji, albo też ze złej woli lekarzy,
dietetyków, niedoinformowanych dziennikarzy.
Nie wolno jeść nam jednocześnie tłusto i wysoko węglowodanowo.
Kto to ignoruje, jest sam sobie winny.
Niech nie obarcza żywienia optymalnego winą za swój zły stan zdrowia. Niech taki człowiek uderzy się we własne piersi, spróbuje odpowiedzieć sobie szczerze (dla własnego dobra), czy rzeczywiście byłem(am) optymalnym(ą).
Powinniśmy analizować nasz jadłospis, aby unikać
nieprzyjemnych dla nas konsekwencji zdrowotnych, ponieważ zdarza się nam
często popełniać błędy.
Typowymi błędami są:
1) niedobór spożywanych węglowodanów 2) nadmiar spożywanych białek Ad. 1) Zbytnie ograniczenie ilości spożywanych sumarycznie dobowo węglowodanów jest częstym błędem wśród optymalnych.
Pamiętajmy, żywienie optymalne jest żywieniem
NISKOWĘGLOWODANOWYM, a nie bez węglowodanowym lub ubogo węglowodanowym.
Należy przyjmować ok. 0,5 - 0,8 g węglowodanów na
kilogram wagi należnej (WN) w spożywanych potrawach na dobę.
Dla przykładu
WN = 70 kg, W - 35-56 g,
WN = 80 kg, W - 40-64 g.
Najlepiej przyjmować węglowodany złożone w formie
skrobi, zawarte w ziemniakach, warzywach kapustnych i owocach jagodowych
(mało słodkich).
Początkujący, ale także optymalni z kilkuletnim stażem, którzy przed przejściem na żywienie optymalne spożywali za dużo węglowodanów w pożywieniu, teraz spożywa ją ich zbyt mało.
Wielu myśli i robi tak, ponieważ nabierają błędnego
przekonania, że skoro spożywane w nadmiarze węglowodany są winne za szereg
chorób, to popadają w skrajność i ulegają złudzeniu, że najlepiej byłoby
wyeliminować je całkowicie ze swojego żywienia. To błąd.
Musimy przyjmować należną nam indywidualnie dobowo
ilość węglowodanów. Dlaczego?
Są niezbędne dla erytrocytów, mózgu, nerwów obwodowych
i jako uzupełnienie glikogenu w mięśniach.
Niedobór węglowodanów w diecie konkretnego człowieka
można rozpoznać po objawach takiemu niedoborowi towarzyszącymi.
Są to:
- pojawienie się nadmiernej ilości ciał ketonowych w moczu (niezalecane 2 i więcej krzyżyków na skali porównawczej pasków KetoDiastix zanurzonych w moczu) oraz nieprzyjemny, zwłaszcza dla otoczenia, zapach wydychanego powietrza z ust, przypominający aceton lub mający posmak mydlin. Świadczy to o niepełnym spalaniu tłuszczy z powodu braku należnej ilości węglowodanów w diecie (doktor Kwaśniewski nazywa je obrazowo „podpałką"), - pojawianie się, zwłaszcza nocą, skurczy łydek, świadczące o wyczerpaniu się zapasu glikogenu, - zaburzenia w czynności mózgu, takie jak: spadek koncentracji uwagi, zapominanie się, niemożność podjęcia wysiłku umysłowego, zawroty głowy, ziewanie, kłopoty z zasypianiem, nocne mary i wybudzenia śródnocne, - chęć na coś słodkiego, suchość w ustach, sztywność języka, a także wzmożona chęć picia. Ad. 2) Jemy za dużo białka. Nadmiar białka szybko postarza organizm.
Należy początkującym optymalnym powtarzać jak mantrę,
że żywienie optymalne jest sposobem żywienia DWUETAPOWYM (dwufazowym).
W
pierwszej - początkowej fazie, zwanej często okresem przebudowy organizmu,
następuje generalny „remont" ciała, wymiana wadliwych i niepotrzebnych
białek.
W tej pierwszej początkowej fazie, ilość białka
zawartego w spożywanych produktach na dobę powinna wynosić 1-1,2 g, a u osób
wyniszczonych chorobą nawet do 1,5 g na kg WN.
Ta pierwsza faza kończy się po upływie ok. 1-3
miesięcy.
Możemy rozpoznać, że faza przebudowy dobiega końca, m.in. po tym, że następuje zatrzymanie spadku wagi (u uprzednio otyłych) w momencie osiągnięcia przez nich wagi zbliżonej do należnej lub też następuje ponowny jej wzrost.
To właśnie moment, kiedy powinniśmy przejść do drugiej (docelowej, ostatecznej) fazy
żywienia optymalnego, której
powinniśmy trzymać się już zawsze.
Właśnie teraz, kiedy organizm jest już przebudowany,
spada zapotrzebowanie na białko do ilości ok. 0,5-0,8 g na 1 kg WN na dobę
(im lepsze białka - za warte w żółtkach, podrobach, szpiku - tym bliżej
wskaźnika 0,5; jak nieco gorsze - to bliżej 0,8).
Często o tym zapominamy lub bagatelizujemy to, a przecież wszelkie nadmiary, podobnie jak niedobory, są szkodliwe dla organizmu.
Z założeń
żywienia optymalnego wynika, że powinniśmy zjadać jak najlepsze biologicznie
białka, a tych - im są lepsze - tym potrzebujemy mniej.
Część optymalnych, którzy doświadczyli na sobie
dobroczynnego wpływu żo, myśli sobie, po co miałbym cokolwiek zmieniać w
swoim dotychczasowym jadłospisie, skoro czuję się dobrze, a dieta mi służy.
Nie chcą słyszeć całej prawdy, którą doktor Kwaśniewski
w swoich książkach wyraźnie przedstawia.
Pisze między innymi, że ludzie, którzy spożywają duże
ilości białka, szybko się starzeją, podaje przy kład Eskimosów, albo ludzi na
dietach wysokobiałkowych, np. Atkinsa. W takich sytuacjach organizm musi
(stara się) pozbywać się go wszelki mi możliwymi i dostępnymi mu sposobami.
Objawami nadmiaru białka, mogą być: - niewydolność nerek i wątroby (muszą przerabiać i utylizować nadmiary białek), - łuszczenie, pękanie, a zwłaszcza intensywne swędzenie skóry - najczęściej głowy i przedramion – może powrócić łuszczyca, - silny, intensywny (cuchnący) zapach moczu, - silne pocenie się,
- wypadanie włosów, plamy na paznokciach i ich
łamliwość,
- nadmierne pobudzenie i zwiększona nerwowość, - przyspieszenie obiegu i podniesienie ciśnienia krwi wraz z możliwą arytmią serca, - powrót bólu stawów, nieco innego już rodzaju niż przed żo (słychać pykanie, strzelanie w kolanach), - otępienie, otumanienie mózgowe, - może następować nawrót uprzednio występujących chorób, takich jak dna moczanowa, cukrzyca. Ten częsty błąd jest popełniany nie tylko przez początkujących.
Również wieloletni stażem optymalni go robią.
Sugeruję, abyśmy my - optymalni, zechcieli krytycznie
przyjrzeć się sami sobie. Wrzucę kamyczek do naszego optymalnego ogródka,
celem zwrócenia uwagi na to, że na bakier z zasadami żo są nawet działające w
Polsce niektóre Arkadie, pensjonaty, domy wypoczynkowe, które wprowadziły żo
dla swoich pensjonariuszy.
Chciałbym pokrótce przedstawić swoje spostrzeżenia
(zastrzegam się, aby nikogo nie urazić i nie skrzywdzić, że są one na pewno
subiektywne, ograniczone i nie reprezentatywne dla znacznej większości
placówek z żo). Zwróciłem uwagę, że znaczna większość kuracjuszy to osoby ze
stażem kilkuletnim, a często nawet wieloletnim. Rzadko widziałem nowicjusza.
Właściwie nie powinno to dziwić, ponieważ wiedzę o istnieniu takich ośrodków ludzie czerpią głównie z reklam zamieszczanych na łamach „Optymalnych". Niektórzy przyjeżdżają na turnusy dla odpoczynku, inni dla nawiązania nowych znajomości, inni chcą dokonać porównań z innymi podobnymi ośrodkami, w których już byli, a część ludzi chce dokształcić się, wymienić doświadczeniami. Ja chciałbym się skupić na tych, jeszcze innych, którzy przyjeżdżają na turnusy, bo mają kłopoty ze zdrowiem.
Mimo, że często nie są nowicjuszami, to nie ustrzegli
się najczęstszych błędów, które opisałem wyżej, a których nie uświadamiają
sobie do końca, i których wyeliminowanie, spodziewają się, przyniesie im
ponowną poprawę ich zdrowia.
Wnoszę, że ośrodki z żo, występując ze swoją ofertą,
wychodzą z założenia, że trafiać do nich będą osoby schorowane, choć nie
tylko. Jadłospis serwowany w placówkach, zbliżony jest do wypróbowanego i
sprawdzonego w przeszłości przez doktora Jana Kwaśniewskiego w jego byłej
Akademii Zdrowia 'Arkadia". Jest to jadłospis (przykładowy) na I fazę
przebudowy, tj. z podwyższoną ilością białka w diecie.
Chętnych i zainteresowanych proszę, aby policzyli ze mną ilość BTW w jadłospisie dwutygodniowym, wydrukowanym w części 5 książki doktora Kwaśniewskiego 'Dieta Optymalna".
A zatem, zsumowana ilość zawartego w potrawach BTW
wynosi w ciągu 14 dni:
B = 1348,4 g,
T = 3561,8 g,
W = 541,7 g.
Po podzieleniu przez 14 dni, średnie dobowe spożycie
wynosi:
B = 96,3 g,
T = 254,4g,
W = 38,7 g,
a proporcje 1:2,6:0,4.
Jeśli przyjmiemy, że waga należna (WN) kuracjusza wynosi 65 kg, to ilość gramów białka na 1 kg WN wyniesie 1,48 (96,3:65)
dla WN = 70 kg = 1,37;
dla WN = 75 kg = 1,28;
dla WN = 80 kg = 1,20;
dla WN = 90 kg = 1,07.
Wszystko się zgadza z zasadami żo.
W czym więc problem?
Otóż problem pojawia się w momencie, gdy do takiej
placówki trafia optymalny z dłuższym stażem, który powinien spożywać posiłki
z obniżoną ilością białka i podwyższoną ilością tłuszczu.
Wiem, że placówki dysponują jadłospisami z obniżoną
ilością białka.
Tyle, że pensjonariusze często o tym niewiedzą i
zjadają to, co im poda kelner. Jeżeli zjadają wszystko z talerza, to
niektórzy zaczynają się nie najlepiej czuć.
Przykładem jest jeden pan, długoletni optymalny, z
wyrównaną na co dzień cukrzycą typu I, który będąc na turnusie z żo, badając
u siebie kilkakrotnie glukometrem poziom glukozy we krwi, stwierdzał wyniki
grubo powyżej 200 mg/dl.
Rozmawiając z nim, wspólnie doszliśmy do wniosku, że
ilość białka, którą zjadał w posiłkach w czasie turnusu, była blisko
dwukrotnie większa niż zjadał na co dzień w domu.
Namawiałem go, aby nie zjadał całych porcji lub zwrócił
się indywidualnie z prośbą o posiłki z jadłospisu z obniżoną ilością białka.
Pan o wzroście 170 cm powinien spożywać dobowo łącznie
ok. 35-60 g białka, a na talerzach łącznie - oceniam - dostawał ok. 100
g.
Więc powinien, dla swojego dobra, ograniczyć ilość przyjmowanego pożywienia i do tak okrojonych porcji dodać sobie tłuszczu, jeżeli miałby być nie dość syty po posiłku, a taką możliwość miał. Tak też uczynił.
Ale część osób nie do końca świadoma wszystkich zasad
żo, zjada wszystko, co ma na talerzu, nie bacząc na to, że każdy jest inny i
ma indywidualne zapotrzebowanie na BTW (być może uważają, że należy zjadać
wszystko, co im podano, albo że szkoda marnotrawić jedzenie, zostawiając na
talerzu).
Kucharka, nakładając na talerze posiłki, nie widzi
jedzącego, a przecież przy stole wśród kuracjuszy mogą być zarówno niscy
(większe ryzyko tzw. przebiałczenia) jak i wysocy (o większym zapotrzebowaniu
na BTW).
Nikt nas nie może zwolnić z myślenia, nawet wówczas gdy
mamy komfort, że inni ugotują i podadzą nam posiłki.
Nowicjusze na żo, wyjeżdżając z turnusu, pamiętajcie, że po powrocie do domu będziecie mu sieli zmodyfikować swój indywidualny jadłospis nie tylko pod kątem preferowanych potraw, chorób, z którymi się zmagacie jeszcze, a zwłaszcza w kierunku ograniczenia białka, nawet wówczas, gdy na turnusie wszystko wam smakowało i czuliście się dużo lepiej niż przed turnusem. W przeciwnym razie wystąpią u was wyżej wymienione objawy 'przebiałczenia". Teoretycznie ludzie, którzy trafiają na turnusy z żo powinni liczyć na pomoc lekarzy optymalnych, doradców żo, fizjoterapeutów oraz możliwość korzystania z prądów selektywnych, a także skorzystania z 'literatury optymalnej" na miejscu. Mniemam, że tak jest w większości. Chciałbym wywołać dyskusję wśród czytelników, którymi są zapewne byli uczestnicy turnusów leczniczo-wypoczynkowych z żo. Chciałbym namówić Was, Czytelnicy, abyście przedstawili swoje wrażenia z pobytu w placówkach z żo. Podzielcie się swoimi doświadczeniami. Jak oceniacie opiekę i żywienie w tych placówkach? Czy wyjeżdżacie zdrowsi po turnusach, czy wiecie więcej o żo? Nie obrażajmy się na konstruktywną krytykę - mamy sobie pomagać, wszyscy jesteśmy niedoskonali. Marek Drewniak doradca żo |
||||
|
|
Blog poświęcony żywieniu optymalnemu. Doktor Kwaśniewski pokazał nam w jaki sposób powinniśmy odżywiać się aby jak najdłużej utrzymywać dobry stan zdrowia.
Translate
środa, 2 listopada 2016
Dlaczego "optymalni" chorują......
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz